czwartek, 31 października 2013

*rok później*
*Londyn, gabinet psychologiczny, tabliczka na biurku informuje, że należy do Williama Austina*
Louis się przeciągnął. Jeszcze tylko jeden pacjent i koniec. Podobała mu się ta praca. Podobał mu się ten gabinet, z ciemnymi meblami i beżową, skórzaną kanapą, na której rozmawiał z pacjentami. Co z tego, ze na fałszywe nazwisko ? Żeby nie myśleć o Harry'm dał się porwać w wir pracy. Zakończył studia szybciej niż powinien i dorobił się własnego gabinetu. W dzień nie myślał o katastrofie. Wspomnienia wracały nocą. Przypominał sobie uśmiech, głos, dotyk chłopaka. Początkowo odsypiał w pracy, ale po jakimś czasie zaczęli przychodzić pacjenci. W końcu umówił się ze swoją sekretarką, Eleanor, licząc że przegoni wspomnienia. Miłość to nie była, ale wystarczyła, aby przesypiać noce płytkim, pełnym koszmarów snem.
Przymknął oczy. Muzyczka jest, ciepełko, wygodny fotel. Podobało mu się to życie.
-Dziś mija rok od zatonięcia "Diany".- rozległ się głos spikerki radiowej.
-NIE !- wykrzyknął Louis i rzucił małym, przenośnym radiem. Urządzenie uderzyło o ścianę i rozpadło się na części.
-Will ?-zza drzwi wyjrzała ciemna głowa El.- Coś się stało ?
-Przepraszam.- chłopak ścisnął nasadę nosa i wziął głęboki oddech.-Poniosło mnie. Możesz to posprzątać ?- wskazał szczątki radyjka. Dziewczyna skinęła głową.
-Em... Edward John już jest.
-Daj go.- westchnął, ciężko siadając za biurkiem. Poprawił garnitur i wymusił uśmiech. Do gabinetu wszedł chłopak. Miał zielone oczy, ciemne, kręcone włosy i dołeczki w policzkach.
-Ha-Harry ?-szepnął Louis.
-Słucham ?-chłopak spojrzał zaskoczony.
-Nie ważne. Pomyliłem pana z kimś. Przepraszam. Pozwoli pan, że pójdę do toalety ? Proszę tu na mnie zaczekać.-powiedział to wszystko na jednym oddechu i wypadł z gabinetu. Pobiegł do łazienki i przypadł do muszli klozetowej i zwrócił swój lunch. Powoli podniósł się z podłogi, podszedł do umywalki i wypłukał usta. Ochlapał twarz wodą i spojrzał w lustro. Wyglądał okropnie. Szeroko otwarte, przerażone oczy, włosy rozsypane w nieładzie. Wziął 10 głębokich wdechów i przestał się trząść.
-Weź się w garść, Louis.- szepnął do swojego odbicia. "To kara niebios, za to, ze pozwoliłeś mu zginąć." Prychnął. Nie wierzył w to. Przeczesał włosy palcami i powoli się uspokajał. Spędził w łazience jeszcze kilka minut i dopiero kiedy uznał, że jest gotowy wrócił do gabinetu. Przed drzwiami wziął jeszcze kilka oddechów i zdecydowanie nacisnął klamkę. Edward siedział na kanapie, spokojnie czekając na doktora.
-Przepraszam.- Powiedział sztywno Louis.- Myślę, że zaszkodził mi dzisiejszy lunch.
-Nic się nie stało. Jeśli pan chce, to mogę iść do domu. Nie chciałbym przeszkadzać.
-Nie przeszkadza pan. Jest pan pacjentem, muszę pana wysłuchać. Więc słucham ?
-Ja... Mam amnezję... Pamiętam tylko przebłyski...- Louis się zainteresował. Amnezji jeszcze nie leczył. Nawet tego nie zauważając przysiadł koło chłopaka.
-A jakie jest pana ostatnie wspomnienie ?
-Ugh.. Mam taką prośbę. Moglibyśmy nie mówić sobie per "pan" ? Myślę, że nie dzieli nas aż tak duża różnica wieku.- Louis zajrzał do akt.
-Rzeczywiście.-powiedział- Trzy lata. Więc może zacznijmy od początku ?-zaproponował. Chłopak skinął głową.
-Nazywam się L... William Austin, a ty ?- Już chciał powiedzieć "Louis". Ten chłopak źle na niego wpływał.
-Edward John. Miło cię poznać.- uśmiechnął się ukazując słodkie dołeczki.
-Więc masz amnezję ? A co jest ostatnią rzeczą, którą pamiętasz ?
-Ja... No cóż, obudziłem się w domu... Kiedyś myślałem, że to mój dom, ale nie mam pewności...-Louis przybliżył się do Edwarda.
-A w ogóle wiesz, dlaczego straciłeś pamięć ?
-Ymm... Rodzina mówiła mi, że spadłem z klifu do morza i oni mnie wyciągnęli. Przeleżałem tydzień w łóżku i dopiero wtedy byłem w stanie z niego wyjść...Czyli musiałem nieźle się poobijać.- Louis skinął głową. Kontynuował rozmowę, dowiadując się coraz więcej o Edwardzie, wyłapując każdy szczegół. Po kilkunastu minutach wpadł na pomysł.
-Odpręż się, rozluźnij i spróbuj coś narysować.- wskazał kartkę, wciskając chłopakowi długopis do ręki.
-No... Ale co ?
-Cokolwiek. Po prostu rysuj.
-Dobra.- Edward pochylił się nad kartką i Louis poczuł jego zapach. "Hmmm... Piżmo, pomarańcza i coś jeszcze..."- pomyślał. "Idioto !"- skarcił się, gdy tylko poczuł przypływ pożądania. "Jednego już straciłeś ! Mało ci ?!"-krzyknął na siebie. Ale nie mógł nie podziwiać smukłej sylwetki Edwarda, jego ciemnych włosów, opadających mu na oczy i różowych warg, które przygryzał w skupieniu. Louis wziął głęboki oddech przez nos i wypuścił powietrze ustami.
-Stało się coś ?-zaskoczony Edward przerwał rysowanie, spoglądając na lekarza.
-Nie nic... Tylko... Ugh.- Tomlinson spojrzał na usta chłopaka. I to był błąd. Od razu zapragnął je całować w nieskończoność. Edward wciągnął powietrze przez usta. Zbliżył swoją twarz do twarzy Louisa i już miał go pocałować, gdy rozległo się pukanie. Odskoczyli od siebie, a Louis drżącym głosem zawołał:
-Proszę.- Do gabinetu weszła Eleanor.
-Em.. Wiliam, myślę że powinieneś już kończyć. Obiecałeś iść ze mną do kina. "Kurwa mać"- pomyślał.-"Też sobie moment wybrała..." "Powinieneś się cieszyć."-rozległ się w głowie ten niezwykle irytujący głosik.
-Faktycznie ! Na śmierć zapomniałem. - spojrzał kątem oka na Edwarda. Chłopak nie miał za wesołej miny.- El... Czy Edward mógłby iść z nami ?-Eleanor spojrzała zaskoczona na chłopaka.
-Jeśli nie ma nic przeciwko...- Edward się uśmiechnął szeroko.
-Nie chcę się narzucać !- zaprotestował słabo.
-Nie narzucasz.- stwierdził Louis.- Rzadko utrzymuję kontakty z pacjentami poza gabinetem, więc czuj się wyróżniony.
-Skoro patrzysz na to od tej strony... Mogę iść. Do którego kina ?
-Och, to tego co gra różne filmy, nie tylko te co dopiero wyszły.- uśmiechnęła się El.- Bardzo je lubię.
Wspólnie wyszli z gabinetu, pozamykali wszystko i wsiedli do auta. Dopiero gdy byli pod kinem Louis zadał bardzo ważne pytanie:
-Właściwie to na co my jedziemy ?
-Na Titanica.- Chłopak wciągnął powietrze przez zęby. Eleanor spojrzała na niego zdziwiona.- Nie nic, po prostu coś mi wpadło do buta. Oparł się o ścianę, udając że zdejmuje białego Tomsa.- Idźcie kupcie bilety. Zaraz do was dołączę.- El poszła do kasy, ale Edward został przy chłopaku.
-Wcale nic ci nie wpadło do buta, prawda ?- zmierzył go badawczym spojrzeniem.
-Zgadłeś. Po prostu nie lubię tego filmu.Przywołuje pewne wspomnienia.- Edward uniósł brwi, ale nic nie powiedział. Razem podeszli do dziewczyny, która kupowała popcorn. Weszli na salę, zajęli miejsca i zaczęli oglądać film. Po piętnastu minutach Edward zmienił pozycję i jego ręka natrafiła na rękę Louisa. Już miał ja zabrać, gdy tamten prawie niedostrzegalnie pokręcił głową. Edward zrozumiał. Wspomnienia tak bolały Louisa, ze nie mógł wytrzymać bez wsparcia. Widać było to po jego twarzy. Zacisnął usta i wpatrywał się pustym wzrokiem w jeden punkt na ekranie. Edward delikatnie ścisnął jego rękę, dając do zrozumienia, ze go wspiera. Tak przesiedzieli większość filmu. W końcu, przy scenie w której statek pęka Louis nie wytrzymał. Prawie wybiegł z sali i potykając się dotarł do toalety. Nachylił się nad muszlą i drugi raz w tym dniu zwymiotował. Jeszcze wstrząsały nim torsje, gdy poczuł na głowie chłodna rękę, delikatnie go głaszczącą. Już miał warknąć na Eleanor, żeby się wynosiła, ale zauważył, że ręka należy do kogoś innego. Do Edwarda.
-Nie musisz tu być.- wychrypiał.
-Ale ja chcę.- zaprotestował chłopak, prowadząc go do umywalki.-Wypłucz usta.-zakomenderował, a Louis posłusznie to zrobił.- Już lepiej ?- chłopak skinął głową.
-Dzięki.-powiedział już normalnym głosem.
-Nie ma za co. Tylko nie wmawiaj mi, ze lunch ci zaszkodził. To już było.
-Ugh... Wspomnienia... Nie chcę w tej chwili o tym mówić.
-Rozumiem. Są rzeczy, które trzymamy tylko dla siebie. Twoja dziewczyna wie ?
-Ona nie jest moja dziewczyną !- Edward spojrzał na niego zaskoczony.- JESTEM GEJEM !- oczy Edwarda rozszerzyły się jeszcze bardziej. Nie myśląc Louis objął jego twarz dłońmi i pocałował namiętnie. Po chwili Edward oddał pieszczotę. Louis jęknął zaskoczony. Edward to wykorzystał i wsunął swój język między wargi chłopaka. Kontynuowali ten szaleńczy pocałunek jeszcze kilka minut. W końcu Louis oderwał się od warg Edwarda.
-Myślisz, że całowałbym cię tak, będą hetero ? El to tylko przykrywka, przecież nie powiem pacjentom, że kocham chłopców !
-Ona o tym nie wie, prawda ?- Louis zacisnął wargi, kręcąc głową.
-Tak myślałem. Tak nawiasem mówiąc, tez jestem gejem.
-No co ty nie powiesz ?- stwierdził sarkastycznie Louis.



No hej ! Chwilowo rozdziały są strasznie długie, ale to dlatego, że zaczynam i mam potężną wenę. Z czasem rozdziały nieźle się skrócą. 
Mam nadzieję, że się podoba :)
                                                                                              Daria.
PS. Jak już tu jesteś i przebrnąłeś/aś przez te dwa mega-długie rozdziały zostaw coś po sobie :) Komentarze naprawdę pomagają mi w pisaniu dalszych przygód chłopców ;)

środa, 30 października 2013

*Gdzieś na Atlantyku.*
Louis szedł po pokładzie, oświetlonym promieniami słońca. Uśmiechnął się do siebie i
przymknął oczy. "Przyjemnie to ciepło."- pomyślał. I wtedy...
-Opss !- usłyszał i zalała go zimna woda. Otrząsnął się i otarł twarz dłonią, spoglądając na winowajcę.
-Hi !- uśmiechnął się do chłopaka stojącego przed nim. Był nieco wyższy od Louis, miał burzę kręconych włosów, zielone oczy i zawstydzony uśmiech.
-Jestem Louis Tomlinson.- przejął inicjatywę.
-Ha-Harry Styles.- wyjąkał chłopak.- Przepraszam, nie chciałem. Tylko...
- Nic się nie stało.- przerwał mu Lou.- Miło cię poznać. Chłopak uśmiechnął się szerzej. W jego policzkach pojawiły się urocze dołeczki. Louis poczuł ukłucie w biodrach. "Nie wolno ci ! Jest zbyt niewinny !"- skarcił się w myślach.
-Ymm... Może dasz się namówić na lody ? W ramach przeprosin.- zaporoponował Harry. "Nie ! Nie dam!"-krzyknął na siebie wewnętrznie Tomlinson .
-Z wielka chęcią.- powiedział zamiast tego. "Idiota !"-ofuknął się.
-Wspaniale.- Oczy Stylesa rozświetlił blask.
                                                        **************
Siedzieli pod parasolem, gawędząc i jedząc lody.
-A więc po co płyniesz do Ameryki ?- Zagadnął Louis.
-Będę robić karierę ! Chciałbym śpiewać !- Tomlinson uśmiechnął się, widząc zapał chłopaka.
-Ja jadę skończyć studia psychologiczne. Może jak już zrobisz karierę, to przyjdziesz do mnie, leczyć się z depresji ?
-Wiesz, to nie jest taki zły pomysł.
-Ha ha ha. No oczywiście, że... Och ! Odwróć się.
-Co ? O co chodzi ?- Harry obrócił się.- Ach...
Przed nimi rozciągał się najpiękniejszy zachód słońca, jaki widzieli do tej pory. Niebo było różowo-pomarańczowo-fioletowe. Niżej te same barwy miały odbicie w morzu. Wyglądało to nieziemsko. Harry wstał i podszedł do barierki. Wyprostował plecy i stał tak, chłonąc widok. Louis podniósł się z krzesła i stanął za chłopakiem. "Nie rób tego. On cię odrzuci ! Nie może być homo, to by było zbyt piękne."-warknął w myślach, ale nie mógł się powstrzymać. Powoli objął Stylesa w pasie. Spodziewał się, odtrącenia i wyzwisk, a zamiast tego... Harry się w niego wtulił. Oparł głowę na jego ramieniu i uśmiechnął się leniwie.
-Harry ?- szepnął Louis.
-Hmmm ?
-Podobasz mi się.- wyrzucił na jednym tchu.
-Yhm. Wiem.- spojrzał Tomlinsonowi w oczy.- Ty mi też.- Oczy Louisa przypominały talerze. Nie panując nad sobą, pocałował Harry'ego. Ten oddał mu pocałunek z niesamowitą namiętnością.
-Ekh-em.- chrząknął ktoś za nimi. Chłopcy odskoczyli od siebie w pośpiechu. Spojrzeli sobie w oczy i uśmiechnęli się do siebie.
-Chodźmy do mnie.- zaproponował Louis. Harry splótł swoje palce z jego palcami.
-Prowadź.- odparł.
*kajuta Louisa, kilka godzin później*
Harry i Louis leżeli na koi tego drugiego i rozmawiali. Mówili o sobie, o marzeniach, wierzeniach, rodzinie, przyjaciołach, planach. Po prostu byli razem. Jednak ta sielanka nie trwała długo. Rozległ się dźwięk syreny alarmowej.
-Louis ?- Harry się zdenerwował.- O co chodzi ?
-Nie wiem. Myślę że lepiej wyjść na pokład.
-Jesteś pewny ?
-Tak. Ubierz to- rzucił mu swoją bluzę. Sam wciągnał na siebie, którąś z bluzek, złapał chłopaka za rękę i wyszli razem na korytarz. Już docierali do schodów, gdy rozległ się huk i statkiem zatrzęsło. Światła zamrugały i zgasły.
-LOUIS !-Krzyknął Harry z panika w głosie.
-Ciii...-uspokajał go chłopak.- Jestem przy tobie. Zawsze będę.-Powoli wspięli się na pokład. Tam panował chaos. Ludzie biegali w kółko, krzyczeli. Wtedy chłopcy ujrzeli przyczynę całego zamieszania. Górę lodową.
- Jak w Titanicu.- powiedział sarkastycznie Louis, choć wcale mu nie było do śmiechu. Ale Harry
zachichotał.
-Myślę, ze powinnyśmy wziąć kamizelki.- zaproponował.
-Dobry pomysł.- Ciągle trzymając się za ręce podeszli do mężczyzny rozdającego kapoki. Wzięli po jednym i pomogli sobie w zakładaniu. Louis przytulił Harry'ego i razem czekali na pomoc. Wokół nich panował huk, ludzie nie mogli się uspokoić, kręcili się z prawa na lewo, wrzeszczeli na siebie. Tylko dwójka samotnych nastolatków stała spokojnie.
-Louis ?
-Hmmm... Jeśli zginiemy, chcę żebyś...
-Cicho ! Nie zginiemy !- jakby w odpowiedzi na te słowa statkiem zatrzęsło powtórnie. Zaczął pękać. Przechylił się gwałtownie na prawo i pasażerowie zjechali po pokładzie, prosto w mroczne czeluście oceanu. Tylko paru zdążyło złapać się barierki.Wśród nich był Louis. Harry kurczowo trzymał się go za rękę. To był jego ostatnia deska ratunku.
-Nie uratujesz nas oboje, Lou.-szepnął chłopak.
-NIE PUSZCZĘ CIĘ HARRY ! OBIECUJĘ ! NIE ZGINIESZ !- wykrzyknął Tomlinson, a łzy ciekły po jego policzkach.
-Nie kochanie. Tak się nie da.-powiedział Harry, również płacząc.- Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.- i rozluźnił swoją dłoń, pozwalając jej wyślizgnąć się z uścisku Louisa. Przez krótką sekundę spojrzał w oczy osobie, którą pokochał i to był jego koniec.
-HARRY!!!-Wykrzyknął z rozpacza Louis.
*3 tygodnie później*
*cmentarz w Holmes Chapel*
Pogrzeb Harry'ego... Symboliczny. Ciała nie odnaleziono. Louis stał na końcu cmentarza i poprzez łzy spoglądał na kondukt żałobny, z pustą trumną na czele. Nie podszedł do rodziny. No bo co miałby im powiedzieć ? Że kochał ich Harry'ego, mimo że znał go zaledwie kilka godzin ? Że był ostatnią osobą, która z nim rozmawiała ? Że pozwolił mu zginąć ? Nie był w stanie dołączyć do bliskich chłopaka.
-Żegnaj Harry.-szepnął.-Kocham cię. Zawsze będę.
Odwrócił się i wsiadł do samochodu. Skierował się do Londynu. Nikt w Doncaster nie wiedział dokąd pojechał. Nie powiedział im nic. Gdy wrócił do domu po katastrofie "Diany" nie odzywał się do nikogo ani słowem. Wszyscy myśleli, że to trauma. Tak naprawdę obwiniał się o śmierć Stylesa. Gdyby go podciągnął ! Gdyby go nie puścił ! Przeklęte łzy znów popłynęły. Ze złością zahamował na poboczu. Gwałtownym ruchem wytarł twarz.
-Dość !- warknął.- Kochałeś go. I dobrze. Kochaj go dalej. Ale nikt nie musi o tym wiedzieć.- rozmowy ze samym sobą zawsze mu pomagały. Wtem do głowy przyszedł mu świetny pomysł.
-Czas rozpocząć nowe życie. Louis Tomlinson zginął. Narodził się William Austin.