Hej. Mam dla Was dwie wiadomości. Jedną złą, drugą trochę mniej.
Najpierw zła: nie mam pomysłu na to fanfiction, więc myślę, że tutaj możemy skończyć. Przepraszam Was za to :"(
Mniej zła: Powstanie nowe fanfiction! Tak, wiem cieszycie się (sarkazm). Początkowo miałam go nie publikować, to moje świeżutkie, ale... Po prostu kliknij link.
Dziękuję wszystkim, którzy czytali/czytają moje opowiadanie, dziękuję za aż 7 komentarzy (jaki fejm!), dziękuję za wszytko. Pa i do zobaczenia (przeczytania?) na "Frozen".
Daria.
The story of life.
William Austin to młody psycholog, który woli nie wspominać katastrofy statku "Diana", którą przeżył. Udaje mu się to, dopóki, w rocznicę zatonięcia, do jego gabinetu przychodzi Edward, łudząco podobny do chłopaka, z którym Will nawiązał bliższe kontakty na statku.
piątek, 3 stycznia 2014
poniedziałek, 23 grudnia 2013
-Louis !-rzucił mu się na szyję. Tomlinson złapał go w pasie i okręcił się wokół własnej osi, śmiejąc się radośnie.-Wiem kim jestem ! Przypomniałem sobie wszystko !-krzyknął Loczek. Lou złapał jego rozgrzaną twarz i złożył delikatny pocałunek na jego ustach.
-Mój Harreh...-szepnął, przytulając go mocno. Wtuleni w siebie stali na klifie, targani porywami wiatru. Po chwili złapali się za ręce i powoli szli do domu.
-A co z Eleanor i dzieckiem ?-spytała Harry.
-Nie było żadnego dziecka. Hormony jej wariują.-Styles przystanął.
-Czy to znaczy, że...
-Tak.-odparł Louis, wiedząc o co chce zapytać.-Kocham cię.
-Och!-Harry otworzył buzię ze zdziwienia.-Ja ciebie też !- Weszli razem przez drzwi.
-Ma...-zaczął, ale szybko przerwał.-Znam prawdę.-powiedział do kobiety stojącej w drzwiach kuchni.
-Nie gniewaj się...-zaczęła ze łzami w oczach.-Chciałam mieć syna, ale nie mogłam. I wtedy... Tego dnia popłynęłam w morze z moim przyjacielem. Zabrałam cie do domu i zajęłam się tobą. Gdy okazało się, ze niczego nie pamiętasz, nie mogłam się powstrzymać . Pokusa była zbyt silna.-rozpłakała się.
-Błagam nie płacz.-Harry przyskoczył do kobiety.-Nie ważne, że nie mnie nie urodziłaś. Uratowałaś mnie. Gdyby nie ty to wszystko by się nie wydarzyło. Nie przestanę cię nazywać mamą. Ale muszę odnaleźć moją rodzinę...-spojrzał na Louisa.-Pomożesz mi ?-Ten skinął głową, intensywnie nad czymś rozmyślając.
-Ym... Mamo ?-zawahał się Harry.-Chciałem ci jeszcze powiedzieć, że Louis i ja... My... No cóż, jesteśmy parą.
-To cudownie!-wykrzyknęła kobieta.-Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi !
Chłopcy spojrzeli sobie w oczy i wspólnie odpowiedzieli:
-Na pewno.
-Chodź tu!-kobieta wyciągnęła rękę w stronę Louisa. Przytulili się we trójkę.
-Opss...-mruknął Tomlinson. Harry spojrzał na niego zdziwiony.-Zostawiłem Eleanor bez transportu...
Harry wybuchnął szczerym, pełnym radości śmiechem.
~*~
-Chodźmy najpierw na cmentarz.-Louis pociągnął Harry'ego za rękę.
-Po co ?
-Nie gadaj, że nie chcesz zobaczyć swojego nagrobka.
-No właśnie nie chce.
-Ale ja chcę !
-Nie widziałeś go ?
-Mówiłem ci już, że stałem daleko.-Przekroczyli bramę cmentarza i umilkli. Kluczyli między nagrobkami aż znaleźli ten właściwy. Był ładny, o ile grób może być ładny. Na ławeczce obok niego siedziały dwie kobiety.
-Mama ? Gemma ?-wydusił Harry. Obie poderwały głowy w tym samym momencie.
-HARRY ?-Wykrzyknęła starsza. Młodsza tylko patrzyła na brata z rozdziawioną buzią.
-Jak... Jak to możliwe ?-Anne podeszła do niego i delikatnie dotknęła jego twarzy, jakby bojąc się, że jest tylko zjawą.-Ty żyjesz.-szepnęła. Harry chwycił jej dłoń i wtulił w nią policzek.
-Tak, żyję. Mamo, chodźmy do domu, tam wszystko wam wyjaśnię.
*jedną mega długą historię później*
-Więc nie przeszkadza wam to, że jestem gejem?-upewnił się Harry.
-Ani trochę. Jesteś moim synem, zaakceptowałabym cię nawet z dodatkową głową.- Anne uśmiechnęła się ciepło i przeczesała ręką jego loki. Od drugiej strony przytuliła się do niego Gemma, mówiąc:
-Cieszę się twoim szczęściem braciszku.-Harry zagryzł wargi. Nie był pewny czy to co chce zrobić to dobry pomysł... Jednak... "Raz kozie śmierć."- pomyślał i podszedł do bukietu w rogu pokoju. Wyłuskał z niego biała różę i odwrócił się do Louisa.
-Wiem, że znamy się naprawdę krótko i coś takiego powinno być planowane, ale...-przerwał, podszedł do chłopaka i ukląkł na jedno kolano.-Lou, wyjdziesz za mnie?- spojrzał w ukochane niebieskie oczy. Louis zszokowany przyłożył ręce do ust i nie był w stanie wykrztusić ani słowa. Gapił się tylko na Harry'ego, aż do jego świadomości dotarł głos Gemmy:
-Oczywiście, że za ciebie wyjdzie.-poczuł rękę dziewczyny i pozwolił się wepchać w ramiona chłopaka. Spojrzał w zielone oczy i nie zwracając uwagi na publiczność złożył delikatny pocałunek na jego pełnych wargach.
Cóż... Trochę to naciągane i w ogóle ale to moje wypociny jeszcze z daaaaawna. Mam nadzieję, że dziś w nocy uda mi się napisać nowy. Spróbuję coś wymyślić, bo skromnie mówiąc przez ostatni czas nieźle poprawiłam mój styl pisania. ;)
Much love:
Daria.
PS. Komentujcie, błagam, powiedzcie, że mnie nie opuściliście!
-Mój Harreh...-szepnął, przytulając go mocno. Wtuleni w siebie stali na klifie, targani porywami wiatru. Po chwili złapali się za ręce i powoli szli do domu.
-A co z Eleanor i dzieckiem ?-spytała Harry.
-Nie było żadnego dziecka. Hormony jej wariują.-Styles przystanął.
-Czy to znaczy, że...
-Tak.-odparł Louis, wiedząc o co chce zapytać.-Kocham cię.
-Och!-Harry otworzył buzię ze zdziwienia.-Ja ciebie też !- Weszli razem przez drzwi.
-Ma...-zaczął, ale szybko przerwał.-Znam prawdę.-powiedział do kobiety stojącej w drzwiach kuchni.
-Nie gniewaj się...-zaczęła ze łzami w oczach.-Chciałam mieć syna, ale nie mogłam. I wtedy... Tego dnia popłynęłam w morze z moim przyjacielem. Zabrałam cie do domu i zajęłam się tobą. Gdy okazało się, ze niczego nie pamiętasz, nie mogłam się powstrzymać . Pokusa była zbyt silna.-rozpłakała się.
-Błagam nie płacz.-Harry przyskoczył do kobiety.-Nie ważne, że nie mnie nie urodziłaś. Uratowałaś mnie. Gdyby nie ty to wszystko by się nie wydarzyło. Nie przestanę cię nazywać mamą. Ale muszę odnaleźć moją rodzinę...-spojrzał na Louisa.-Pomożesz mi ?-Ten skinął głową, intensywnie nad czymś rozmyślając.
-Ym... Mamo ?-zawahał się Harry.-Chciałem ci jeszcze powiedzieć, że Louis i ja... My... No cóż, jesteśmy parą.
-To cudownie!-wykrzyknęła kobieta.-Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi !
Chłopcy spojrzeli sobie w oczy i wspólnie odpowiedzieli:
-Na pewno.
-Chodź tu!-kobieta wyciągnęła rękę w stronę Louisa. Przytulili się we trójkę.
-Opss...-mruknął Tomlinson. Harry spojrzał na niego zdziwiony.-Zostawiłem Eleanor bez transportu...
Harry wybuchnął szczerym, pełnym radości śmiechem.
~*~
-Chodźmy najpierw na cmentarz.-Louis pociągnął Harry'ego za rękę.
-Po co ?
-Nie gadaj, że nie chcesz zobaczyć swojego nagrobka.
-No właśnie nie chce.
-Ale ja chcę !
-Nie widziałeś go ?
-Mówiłem ci już, że stałem daleko.-Przekroczyli bramę cmentarza i umilkli. Kluczyli między nagrobkami aż znaleźli ten właściwy. Był ładny, o ile grób może być ładny. Na ławeczce obok niego siedziały dwie kobiety.
-Mama ? Gemma ?-wydusił Harry. Obie poderwały głowy w tym samym momencie.
-HARRY ?-Wykrzyknęła starsza. Młodsza tylko patrzyła na brata z rozdziawioną buzią.
-Jak... Jak to możliwe ?-Anne podeszła do niego i delikatnie dotknęła jego twarzy, jakby bojąc się, że jest tylko zjawą.-Ty żyjesz.-szepnęła. Harry chwycił jej dłoń i wtulił w nią policzek.
-Tak, żyję. Mamo, chodźmy do domu, tam wszystko wam wyjaśnię.
*jedną mega długą historię później*
-Więc nie przeszkadza wam to, że jestem gejem?-upewnił się Harry.
-Ani trochę. Jesteś moim synem, zaakceptowałabym cię nawet z dodatkową głową.- Anne uśmiechnęła się ciepło i przeczesała ręką jego loki. Od drugiej strony przytuliła się do niego Gemma, mówiąc:
-Cieszę się twoim szczęściem braciszku.-Harry zagryzł wargi. Nie był pewny czy to co chce zrobić to dobry pomysł... Jednak... "Raz kozie śmierć."- pomyślał i podszedł do bukietu w rogu pokoju. Wyłuskał z niego biała różę i odwrócił się do Louisa.
-Wiem, że znamy się naprawdę krótko i coś takiego powinno być planowane, ale...-przerwał, podszedł do chłopaka i ukląkł na jedno kolano.-Lou, wyjdziesz za mnie?- spojrzał w ukochane niebieskie oczy. Louis zszokowany przyłożył ręce do ust i nie był w stanie wykrztusić ani słowa. Gapił się tylko na Harry'ego, aż do jego świadomości dotarł głos Gemmy:
-Oczywiście, że za ciebie wyjdzie.-poczuł rękę dziewczyny i pozwolił się wepchać w ramiona chłopaka. Spojrzał w zielone oczy i nie zwracając uwagi na publiczność złożył delikatny pocałunek na jego pełnych wargach.
Cóż... Trochę to naciągane i w ogóle ale to moje wypociny jeszcze z daaaaawna. Mam nadzieję, że dziś w nocy uda mi się napisać nowy. Spróbuję coś wymyślić, bo skromnie mówiąc przez ostatni czas nieźle poprawiłam mój styl pisania. ;)
Much love:
Daria.
PS. Komentujcie, błagam, powiedzcie, że mnie nie opuściliście!
sobota, 9 listopada 2013
-Jesteś pewna ?-spytał Edward po chwili. Louis był w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć cokolwiek. Stał tylko, tępo patrząc przed siebie. Dziewczyna skinęła głową. Edwardjuz chciał coś powiedzieć, ale szybko zamknął usta. "O boże..."-pomyślał."Jeśli to prawda... Jeśli... Dziecko jest najważniejsze." Spojrzał na Louisa i serce mu się ścisnęło. Tak bardzo go kochał !
-Loueh, chodź na chwilę.-złapał go za łokieć i wyciagnął na korytarz, zamykając za nimi drzwi. Spojrzał mu w oczy.
-Mój Boo Bear...-pogłaskał go po policzku.-Zajmij się nią i dzieckiem.
-A co z tobą ?
-Wracam do domu, nad morze. Nie jedź za mną...
-Masz jak tam dojechać ?-Louis nie miał już siły na kłótnie.
-Och, wygrzebię oszczędności i pojadę pociągiem.-machnął wymijająco ręką.
-Weź mój samochód.-złapał kluczyki z kontuaru i wcisnął chłopakowi do ręki.
-Nie, Louis, nie mogę.
-Bierz, nie gadaj ! Choć tyle dla ciebie zrobię.
-No dobra.-założył swój czarny płaszcz i podszedł do Louisa. Czule go pocałował i szepnął:
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.- I wyszedł. W drodze do auta ocierał łzy, obficie płynące po jego policzkach. Wsiadł do samochodu i ruszył. Jak we śnie dojechał do mieszkania, włożył czynsz do koperty którą zostawił na komodzie i wyszedł.
*2 godziny później*
-Mamo ?
-Edward ? Co ty tu robisz ? Stało się coś ?
-Nie nic.-uścisnął kobietę.-Mogę iść się przespać ?
*następny dzień*
*koło godziny 15*
-Mamo idę na plażę !- Krzyknął Edward i wyszedł z domu. Szedł powoli wybrzeżem,myśląc o ostatnich dniach. Nawet nie zauważył, kiedy doszedł na klif. Stanął kilka metrów od krawędzi i spoglądał na morze. Pochylił się, podniósł kamień i cisnął nim z całej siły. Zaczął krzyczeć Krzyczał długo i rozpaczliwie. Nie mając więcej sił upadł na kolana. I wtedy wszystko wróciło. Przypominiał sobie... Kim był. Statek, Louis, góra lodowa, Louis.
-Nie nazywam się Edward.-szepnął i podniósł głowę.-Jestem Harry Styles.
-Harry ?- szepnął Louis stając za nim.
*kilka godzin wcześniej*
Koszmary wróciły do Louisa. Śnił mu się Edward. Znów stali na korytarzu. Żegnali się.
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.-usłyszał. W tej chwili sceneria się zmieniła. Dookoła krzyczeli ludzie, a Louis ostatkiem sił trzymał Harry'ego.
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.-powiedział Styles.
Louis gwałtownie się zerwał. Przeczesał włosy palcami i poszedł do kuchni. Wstawił wodę na herbatę i usiadł na krześle.
-Przecież to nie ma najmniejszego sensu. To niemożliwe...-mruczał pod nosem. Złapał za telefon i juz miał spytać się o zdanie Edwarda, gdy się powstrzymał. Nie może tego zrobić... Gdy woda sie zagotowała zrobił herbatę i usiadł na kanapie oglądając powtórki seriali. O jedenastej rano wstał, wziął szybki prysznic, ubrał się i wyszedł z domu. Szedł szybko w stronę domu Eleanor. Obiecał, że pójdzie dzisiaj z nią do lekarza, aby potwierdzić ciążę...
*około godziny 12*
*przychodnia lekarska*
Louis kręcił się przed gabinetem, w którym zniknęła Eleanor. Miał przeczucie... Nie, miał nadzieję...
Pokręcił głową. Nie to nie mozliwe... Drzwi sie otworzyły.
-Panie Austin, proszę na chwilkę.-na sztywnych nogach wszedł za kobietą w kitlu. Na krześle siedziała Eleanor, sztywna z twarzą bez wyrazu.
-Panie Austin-zaczęła lekarka-Myślę, że nastąpił błąd... Pani Calder wcale nie jest w ciąży... To zmiany hormonalne. Odpowiednie leki i wszystko będzie dobrze.- Louis otworzył usta ze zdziwienia.
-To znaczy, że... O boze... O MÓJ BOŻE !-wyszeptał.
-Mogę pożyczyć auto ?-spytał Eleanor. Dziewczyna skinęła głową i bez słowa podała mu kluczyki. Lou je wziął i pod wpływem impulsu pocałował ja w policzek. Wybiegł ze szpitala nie zwracając uwagi na ludzi dookoła. Wskoczył do auta i odpalił silnik. Nawet nie zauważył kiedy wyjechał z miasta. Po 1,5 godziny był na miejscu. Prawie podbiegł do drzwi. Otworzyła mu średniego wzrostu kobieta.
-Dzień dobry. Zastałem Ha... Edwarda ?
-Właśnie wyszedł. Kim pan jest ?
-Jego... emm... psychologiem.
-Och ! Proszę wejść. Napije się pan herbaty ?
-Z wielką chęcią.-kobieta zaprowadziła go do salonu i poszła przygotować napój. Louis z ciekawością rozejrzał się dookoła. Na kominu i komodach stały zdjęcia wysokiego chłopaka, z burzą ciemnych loczków. Louis przyjrzał im się uważniej. Żadne nie miało więcej niz rok... Nie było zdjęć małego chłopca... Złapał za pierwsze z brzegu i patrzył na nie intensywnie się zastanawiając...
-Więc już wiesz.-stwierdziła gospodyni, stając w drzwiach.
-Edward to nie jest pani syn prawda ?-spytał Louis. Kobieta zacisnęła wargi i skinęłą powoli głową. Louis przyskoczył do niej i złapał ją za ramiona.
-Czy pani wie co to znaczy ? Muszę go znaleźć !
-Poszedł na plażę.-szepnęła.
-Dziekuję.-powiedział Lou i wybiegł na zewnatrz. Biegł wzdłuż plaży, aż ta przerodziła się we wzniesienie, a później klif. Na jego krawędzi ujrzał sylwetkę chłopaka. Przyśpieszył.
-Harry ?-zapytał delikatnie, stając za chłopakiem.
Hej, cześć, dobry wieczór. Więc jest kolejny rozdział :) Jutro może będzie następny.
Znów proszę o komentarze, są dla mnie bardzo ważne.
Daria
PS. DOBRANOC ;**
-Loueh, chodź na chwilę.-złapał go za łokieć i wyciagnął na korytarz, zamykając za nimi drzwi. Spojrzał mu w oczy.
-Mój Boo Bear...-pogłaskał go po policzku.-Zajmij się nią i dzieckiem.
-A co z tobą ?
-Wracam do domu, nad morze. Nie jedź za mną...
-Masz jak tam dojechać ?-Louis nie miał już siły na kłótnie.
-Och, wygrzebię oszczędności i pojadę pociągiem.-machnął wymijająco ręką.
-Weź mój samochód.-złapał kluczyki z kontuaru i wcisnął chłopakowi do ręki.
-Nie, Louis, nie mogę.
-Bierz, nie gadaj ! Choć tyle dla ciebie zrobię.
-No dobra.-założył swój czarny płaszcz i podszedł do Louisa. Czule go pocałował i szepnął:
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.- I wyszedł. W drodze do auta ocierał łzy, obficie płynące po jego policzkach. Wsiadł do samochodu i ruszył. Jak we śnie dojechał do mieszkania, włożył czynsz do koperty którą zostawił na komodzie i wyszedł.
*2 godziny później*
-Mamo ?
-Edward ? Co ty tu robisz ? Stało się coś ?
-Nie nic.-uścisnął kobietę.-Mogę iść się przespać ?
*następny dzień*
*koło godziny 15*
-Mamo idę na plażę !- Krzyknął Edward i wyszedł z domu. Szedł powoli wybrzeżem,myśląc o ostatnich dniach. Nawet nie zauważył, kiedy doszedł na klif. Stanął kilka metrów od krawędzi i spoglądał na morze. Pochylił się, podniósł kamień i cisnął nim z całej siły. Zaczął krzyczeć Krzyczał długo i rozpaczliwie. Nie mając więcej sił upadł na kolana. I wtedy wszystko wróciło. Przypominiał sobie... Kim był. Statek, Louis, góra lodowa, Louis.
-Nie nazywam się Edward.-szepnął i podniósł głowę.-Jestem Harry Styles.
-Harry ?- szepnął Louis stając za nim.
*kilka godzin wcześniej*
Koszmary wróciły do Louisa. Śnił mu się Edward. Znów stali na korytarzu. Żegnali się.
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.-usłyszał. W tej chwili sceneria się zmieniła. Dookoła krzyczeli ludzie, a Louis ostatkiem sił trzymał Harry'ego.
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.-powiedział Styles.
Louis gwałtownie się zerwał. Przeczesał włosy palcami i poszedł do kuchni. Wstawił wodę na herbatę i usiadł na krześle.
-Przecież to nie ma najmniejszego sensu. To niemożliwe...-mruczał pod nosem. Złapał za telefon i juz miał spytać się o zdanie Edwarda, gdy się powstrzymał. Nie może tego zrobić... Gdy woda sie zagotowała zrobił herbatę i usiadł na kanapie oglądając powtórki seriali. O jedenastej rano wstał, wziął szybki prysznic, ubrał się i wyszedł z domu. Szedł szybko w stronę domu Eleanor. Obiecał, że pójdzie dzisiaj z nią do lekarza, aby potwierdzić ciążę...
*około godziny 12*
*przychodnia lekarska*
Louis kręcił się przed gabinetem, w którym zniknęła Eleanor. Miał przeczucie... Nie, miał nadzieję...
Pokręcił głową. Nie to nie mozliwe... Drzwi sie otworzyły.
-Panie Austin, proszę na chwilkę.-na sztywnych nogach wszedł za kobietą w kitlu. Na krześle siedziała Eleanor, sztywna z twarzą bez wyrazu.
-Panie Austin-zaczęła lekarka-Myślę, że nastąpił błąd... Pani Calder wcale nie jest w ciąży... To zmiany hormonalne. Odpowiednie leki i wszystko będzie dobrze.- Louis otworzył usta ze zdziwienia.
-To znaczy, że... O boze... O MÓJ BOŻE !-wyszeptał.
-Mogę pożyczyć auto ?-spytał Eleanor. Dziewczyna skinęła głową i bez słowa podała mu kluczyki. Lou je wziął i pod wpływem impulsu pocałował ja w policzek. Wybiegł ze szpitala nie zwracając uwagi na ludzi dookoła. Wskoczył do auta i odpalił silnik. Nawet nie zauważył kiedy wyjechał z miasta. Po 1,5 godziny był na miejscu. Prawie podbiegł do drzwi. Otworzyła mu średniego wzrostu kobieta.
-Dzień dobry. Zastałem Ha... Edwarda ?
-Właśnie wyszedł. Kim pan jest ?
-Jego... emm... psychologiem.
-Och ! Proszę wejść. Napije się pan herbaty ?
-Z wielką chęcią.-kobieta zaprowadziła go do salonu i poszła przygotować napój. Louis z ciekawością rozejrzał się dookoła. Na kominu i komodach stały zdjęcia wysokiego chłopaka, z burzą ciemnych loczków. Louis przyjrzał im się uważniej. Żadne nie miało więcej niz rok... Nie było zdjęć małego chłopca... Złapał za pierwsze z brzegu i patrzył na nie intensywnie się zastanawiając...
-Więc już wiesz.-stwierdziła gospodyni, stając w drzwiach.
-Edward to nie jest pani syn prawda ?-spytał Louis. Kobieta zacisnęła wargi i skinęłą powoli głową. Louis przyskoczył do niej i złapał ją za ramiona.
-Czy pani wie co to znaczy ? Muszę go znaleźć !
-Poszedł na plażę.-szepnęła.
-Dziekuję.-powiedział Lou i wybiegł na zewnatrz. Biegł wzdłuż plaży, aż ta przerodziła się we wzniesienie, a później klif. Na jego krawędzi ujrzał sylwetkę chłopaka. Przyśpieszył.
-Harry ?-zapytał delikatnie, stając za chłopakiem.
Hej, cześć, dobry wieczór. Więc jest kolejny rozdział :) Jutro może będzie następny.
Znów proszę o komentarze, są dla mnie bardzo ważne.
Daria
PS. DOBRANOC ;**
piątek, 8 listopada 2013
*nazajutrz*
*gabinet Williama Austina*
Rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę.-zawołał Louis. Do gabinetu wszedł niewysoki blondyn z niebieskimi oczami i aparatem na zębach.
-Cześć Niall. Więc jesteśmy wszyscy. Chciałem wam przedstawić nowego członka naszego "kółka różańcowego". To Edward. Ma amnezję. Edward, to jest Liam.-wskazał ręką chłopaka o brązowych włosach, brązowych oczach i lekko nieśmiałym, ciepłym uśmiechu.-Próbuje przełamać nieśmiałość. Ten obok to Zayn. Ma rozdwojenie jaźni, dlatego czasem przychodzi jako Veronica.-Przystojny chłopak o śniadej cerze skinął głową.-Następny jest Niall. Je za dużo cukrów i przez to jest nad pobudliwy.-Chłopak, który wszedł zaśmiał się słodko.-Do całej grupki dochodzę ja: psycholog, który nie radzi sobie z własną przeszłością.
-No, no...-zacmokał Edward.-Niezła z nas ekipa.
Usiedli wokół stolika do kawy. Louis zajął kanapę. Edward momentalnie się do niego przysiadł i położył rękę na oparciu kanapy, głaszcząc jego ramię. Reszta chłopaków spojrzała na nich, ale nic nie powiedzieli.
-Co u was się działo przez ten tydzień ?-spytał Lou.
-To może najpierw ja!-podskoczył Niall.-Przestałem jeść batoniki !-Louis roześmiał się serdecznie, widząc entuzjazm chłopaka.
-A ty Liam ?
-Ja... Rozmawiałem z Danielle !
-Super ! Dan podoba się Liamowi.- wyjaśnił Louis Edwardowi.
-A ja cały tydzień nie byłem Veronicą !-pochwalił się Zayn.
-Robisz postępy.-pochwalił go.
-A co się działo u ciebie ?-naskoczył go blondynek.
-Ugh...Ja...-zaczął się jąkać.
-Rozstał się z Eleanor, znalazł chłopaka i przespał spokojnie całą noc.-uratował go Edward.
-Serio ?-zdziwił się Louis. "Naprawę spałem !"-pomyślał.
-Tak.-Nawet nie słyszałeś kiedy wstałem. Dopiero śniadanie cię obudziło.-zaczerwienił się, gdy uświadomił sobie, że właśnie jasno i wyraźnie powiedział, że spędzili ze sobą noc.
-A propos śniadania: świetnie gotujesz.-Louis pocałował go w policzek.
-Słodko się na was patrzy zakochańce.-przerwał im Zayn.
-Długo się znacie ?- zapytał Liam.
-Trzy dni.-odparli wspólnie, splatając palce.
-Co ?-zaskoczony Niall to na prawdę świetny widok. Para na kanapie zaśmiała się w tym samym czasie.
-Tak.-odparł Edward.-Choć czasem mam wrażenie, że znam Loui...ym.. Willa całe życie.-szybko zakończył, znowu czerwieniejąc.
-Edward, skarbie.-Louis uśmiechnął się do niego.- Oni wiedzą. To nie są tylko pacjenci. To przyjaciele.
*kilka godzin później*
-Oni są dla ciebie naprawdę ważni, prawda ?-spytał Edward, gdy chłopcy już wyszli.
-Tak.-odparł Louis zbierając brudne naczynia i zanosząc je na zaplecze, które było swojego rodzaju kuchnią. Gdy wrócił, kontynuował.-Poza Eleanor z nikim nigdzie nie wychodziłem. Oni byli moim okienkiem na świat. Wiesz, ze wcale nie sypiam. Pracowałem po nocach, żeby tylko nie myśleć o...-Louis przerwał na sekundę.- O katastrofie "Diany".-dokończył szybko.
-"Diany" ?-Edward złapał go za ramiona.-Więc to twój sekret ?-przytulił go.-Och mój Boo Bear. Myślałem, że kogoś zabiłeś...
-Bo zabiłem...-wyszeptał Louis. Nadal w siebie wtuleni usiedli na kanapie i słabnącym głosem opowiedział Edwardowi całą historię. Gdy skończył nie panował nad łzami. Edward delikatnie scałował je z policzków chłopaka.
-Loueh...-szepnął.-Wiem, że nie zastąpię ci Harry'ego, ale chcę żebyś wiedział, że zawsze będę przy tobie. Tak wiele dla mnie znaczysz.-pocałował go w czoło.
-Dziękuję.-szepnął Louis. A po chwili dodał mocniejszym głosem:
-Ty też wiele dla mnie znaczysz.- I pocałował go. Najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Louis jęknął, gdy poczuł na swoich ustach język chłopaka. Wpuścił go do środka i pogłębił pocałunek. Nie panując nad sobą zaczął ściągać koszulę Edwarda, urywając połowę guzików. Już rozpiął guzik dżinsów, gdy zadzwonił telefon. Louis, lekko przestraszony spadł z kanapy.
-Kurwa mać !-przeklął.-Zajebie tego, kto nam przerwał.-Spojrzał na wyświetlacz.
-Eleanor...-jęknął. Już miał odrzucić, gdy coś go podkusiło. Ona nigdy do niego nie dzwoniła !
-Zły moment.-warknął przykładając telefon do ucha.
-Will ? Jesteś jeszcze w gabinecie ? Za kilka minut tam będę.
-ELEANOR, NIE !-Krzyknął do słuchawki, ale dziewczyna już się rozłączyła.
-Cholera jasna !-warknął, wstając. Podszedł do komody w rogu i rzucił Edwardowi bluzę.-Ubieraj się.
-Po co ?
-Żeby Eleanor nie zobaczyła cię półnagiego, nie domyśliła się prawdy i nie zrujnowała wszystkiego.
-Jak na psychologa, mało czasu poświęcasz najbliższym...-Lou zatrzymał się i spojrzał na chłopaka zdziwiony.-Ona jest w tobie zakochana, idioto !
Louis rozdziawił usta. "O KURWA !"-pomyślał.
-Och! Ja nie...-przerwało mu wejście dziewczyny. Odwrócił się gwałtownie. Nie wyglądała zbyt dobrze. Tłuste włosy zwisające w strąkach, a oczy zaczerwienione od płaczu.
-Cześć Els...-Louis przestąpił z nogi na nogę, drapiąc się po karku.
-Cześć Wi...-przerwała na widok Edwarda rozłożonego na kanapie. W przeciwieństwie to niej chłopak wyglądał wspaniale. Uroczo zwichrzone włosy, radosne oczy i usta opuchnięte od pocałunków. Uśmiechnął się ukazując dołeczki. W ogóle nie przejmował się rozerwaną koszulą i rozpiętymi spodniami.
-Cześć Eleanor.- Przerwał niezręczną ciszę. Na te słowa dziewczyna przytomniała.
-CO...Co on tutaj robi ? William ? O co chodzi !?-usiadła ciężko w fotelu.-Powiedz mi, że ty...
-Jestem gejem, El...-Powiedział Louis.
-A co łapie cię homofobia ?-Sarknął Edward.
-Ja po prostu myślałam, że... Teraz kiedy jestem w ciąży...
-CO ?!-wykrzyknęli wspólnie chłopcy.
-Jestem w ciąży.-powiedziała pustym głosem.
No cześć, cześć, cześć. Jest weekend, jest nowy rozdział ! Jesteście ze mnie dumni ? Jeśli uda mi się wykombinować albo mój zeszyt od polskiego, albo nowy pomysł kolejny rozdział pojawi się jutro :)
Daria
PS.Przepraszam, za Lanielle, ale tak bardzo tęsknię za Dan :(
PPS.Jeśli macie jakiekolwiek uwagi zgłoście je w komentarzu. Pytania na asku. Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, piszcie na Twitterze.
PPPS. KAŻDY KOMENTARZ JEST DLA MNIE MOTYWUJĄCY DO DALSZEGO PISANIA ! BŁAGAM ZOSTAWCIE CHOĆ KRÓTKI !
*gabinet Williama Austina*
Rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę.-zawołał Louis. Do gabinetu wszedł niewysoki blondyn z niebieskimi oczami i aparatem na zębach.
-Cześć Niall. Więc jesteśmy wszyscy. Chciałem wam przedstawić nowego członka naszego "kółka różańcowego". To Edward. Ma amnezję. Edward, to jest Liam.-wskazał ręką chłopaka o brązowych włosach, brązowych oczach i lekko nieśmiałym, ciepłym uśmiechu.-Próbuje przełamać nieśmiałość. Ten obok to Zayn. Ma rozdwojenie jaźni, dlatego czasem przychodzi jako Veronica.-Przystojny chłopak o śniadej cerze skinął głową.-Następny jest Niall. Je za dużo cukrów i przez to jest nad pobudliwy.-Chłopak, który wszedł zaśmiał się słodko.-Do całej grupki dochodzę ja: psycholog, który nie radzi sobie z własną przeszłością.
-No, no...-zacmokał Edward.-Niezła z nas ekipa.
Usiedli wokół stolika do kawy. Louis zajął kanapę. Edward momentalnie się do niego przysiadł i położył rękę na oparciu kanapy, głaszcząc jego ramię. Reszta chłopaków spojrzała na nich, ale nic nie powiedzieli.
-Co u was się działo przez ten tydzień ?-spytał Lou.
-To może najpierw ja!-podskoczył Niall.-Przestałem jeść batoniki !-Louis roześmiał się serdecznie, widząc entuzjazm chłopaka.
-A ty Liam ?
-Ja... Rozmawiałem z Danielle !
-Super ! Dan podoba się Liamowi.- wyjaśnił Louis Edwardowi.
-A ja cały tydzień nie byłem Veronicą !-pochwalił się Zayn.
-Robisz postępy.-pochwalił go.
-A co się działo u ciebie ?-naskoczył go blondynek.
-Ugh...Ja...-zaczął się jąkać.
-Rozstał się z Eleanor, znalazł chłopaka i przespał spokojnie całą noc.-uratował go Edward.
-Serio ?-zdziwił się Louis. "Naprawę spałem !"-pomyślał.
-Tak.-Nawet nie słyszałeś kiedy wstałem. Dopiero śniadanie cię obudziło.-zaczerwienił się, gdy uświadomił sobie, że właśnie jasno i wyraźnie powiedział, że spędzili ze sobą noc.
-A propos śniadania: świetnie gotujesz.-Louis pocałował go w policzek.
-Słodko się na was patrzy zakochańce.-przerwał im Zayn.
-Długo się znacie ?- zapytał Liam.
-Trzy dni.-odparli wspólnie, splatając palce.
-Co ?-zaskoczony Niall to na prawdę świetny widok. Para na kanapie zaśmiała się w tym samym czasie.
-Tak.-odparł Edward.-Choć czasem mam wrażenie, że znam Loui...ym.. Willa całe życie.-szybko zakończył, znowu czerwieniejąc.
-Edward, skarbie.-Louis uśmiechnął się do niego.- Oni wiedzą. To nie są tylko pacjenci. To przyjaciele.
*kilka godzin później*
-Oni są dla ciebie naprawdę ważni, prawda ?-spytał Edward, gdy chłopcy już wyszli.
-Tak.-odparł Louis zbierając brudne naczynia i zanosząc je na zaplecze, które było swojego rodzaju kuchnią. Gdy wrócił, kontynuował.-Poza Eleanor z nikim nigdzie nie wychodziłem. Oni byli moim okienkiem na świat. Wiesz, ze wcale nie sypiam. Pracowałem po nocach, żeby tylko nie myśleć o...-Louis przerwał na sekundę.- O katastrofie "Diany".-dokończył szybko.
-"Diany" ?-Edward złapał go za ramiona.-Więc to twój sekret ?-przytulił go.-Och mój Boo Bear. Myślałem, że kogoś zabiłeś...
-Bo zabiłem...-wyszeptał Louis. Nadal w siebie wtuleni usiedli na kanapie i słabnącym głosem opowiedział Edwardowi całą historię. Gdy skończył nie panował nad łzami. Edward delikatnie scałował je z policzków chłopaka.
-Loueh...-szepnął.-Wiem, że nie zastąpię ci Harry'ego, ale chcę żebyś wiedział, że zawsze będę przy tobie. Tak wiele dla mnie znaczysz.-pocałował go w czoło.
-Dziękuję.-szepnął Louis. A po chwili dodał mocniejszym głosem:
-Ty też wiele dla mnie znaczysz.- I pocałował go. Najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Louis jęknął, gdy poczuł na swoich ustach język chłopaka. Wpuścił go do środka i pogłębił pocałunek. Nie panując nad sobą zaczął ściągać koszulę Edwarda, urywając połowę guzików. Już rozpiął guzik dżinsów, gdy zadzwonił telefon. Louis, lekko przestraszony spadł z kanapy.
-Kurwa mać !-przeklął.-Zajebie tego, kto nam przerwał.-Spojrzał na wyświetlacz.
-Eleanor...-jęknął. Już miał odrzucić, gdy coś go podkusiło. Ona nigdy do niego nie dzwoniła !
-Zły moment.-warknął przykładając telefon do ucha.
-Will ? Jesteś jeszcze w gabinecie ? Za kilka minut tam będę.
-ELEANOR, NIE !-Krzyknął do słuchawki, ale dziewczyna już się rozłączyła.
-Cholera jasna !-warknął, wstając. Podszedł do komody w rogu i rzucił Edwardowi bluzę.-Ubieraj się.
-Po co ?
-Żeby Eleanor nie zobaczyła cię półnagiego, nie domyśliła się prawdy i nie zrujnowała wszystkiego.
-Jak na psychologa, mało czasu poświęcasz najbliższym...-Lou zatrzymał się i spojrzał na chłopaka zdziwiony.-Ona jest w tobie zakochana, idioto !
Louis rozdziawił usta. "O KURWA !"-pomyślał.
-Och! Ja nie...-przerwało mu wejście dziewczyny. Odwrócił się gwałtownie. Nie wyglądała zbyt dobrze. Tłuste włosy zwisające w strąkach, a oczy zaczerwienione od płaczu.
-Cześć Els...-Louis przestąpił z nogi na nogę, drapiąc się po karku.
-Cześć Wi...-przerwała na widok Edwarda rozłożonego na kanapie. W przeciwieństwie to niej chłopak wyglądał wspaniale. Uroczo zwichrzone włosy, radosne oczy i usta opuchnięte od pocałunków. Uśmiechnął się ukazując dołeczki. W ogóle nie przejmował się rozerwaną koszulą i rozpiętymi spodniami.
-Cześć Eleanor.- Przerwał niezręczną ciszę. Na te słowa dziewczyna przytomniała.
-CO...Co on tutaj robi ? William ? O co chodzi !?-usiadła ciężko w fotelu.-Powiedz mi, że ty...
-Jestem gejem, El...-Powiedział Louis.
-A co łapie cię homofobia ?-Sarknął Edward.
-Ja po prostu myślałam, że... Teraz kiedy jestem w ciąży...
-CO ?!-wykrzyknęli wspólnie chłopcy.
-Jestem w ciąży.-powiedziała pustym głosem.
No cześć, cześć, cześć. Jest weekend, jest nowy rozdział ! Jesteście ze mnie dumni ? Jeśli uda mi się wykombinować albo mój zeszyt od polskiego, albo nowy pomysł kolejny rozdział pojawi się jutro :)
Daria
PS.Przepraszam, za Lanielle, ale tak bardzo tęsknię za Dan :(
PPS.Jeśli macie jakiekolwiek uwagi zgłoście je w komentarzu. Pytania na asku. Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, piszcie na Twitterze.
PPPS. KAŻDY KOMENTARZ JEST DLA MNIE MOTYWUJĄCY DO DALSZEGO PISANIA ! BŁAGAM ZOSTAWCIE CHOĆ KRÓTKI !
piątek, 1 listopada 2013
ROZDZIAŁ ZAWIERA TREŚCI EROTYCZNE ! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ !
*kilka godzin później*
-Ilu jeszcze pacjentów ?- spytał Louis wychodząc z gabinetu.
-Trzech.-odpowiedziała dziewczyna, nie patrząc na Tomlinsona.
-Obraziłaś się na mnie ?
-Może.- odpowiedziała patrząc w ekran komputera.
-Błagam, Els... Nie jesteś chyba zazdrosna o mojego pacjenta ?- sarknął się Louis. "Ma prawo. Ciesz się, że nie wie co naprawdę z nim robiłeś..."-rozległ się ten irytujący głosik w jego głowie.
-Zazdrosna ?- prychnęła.- Jestem wściekła. Totalnie zapominasz, że się ze mną umówiłeś, zabierasz ze sobą pacjenta, uciekasz w połowie filmu, a potem, jak gdyby nigdy nic wychodzisz z nim z łazienki. Cały czas mam wrażenie, że coś ukrywasz. Nie śpisz w nocy, pracujesz cały dzień. Nigdy nie masz dla mnie czasu !
-El, to nie prawda. Wiesz, że dla ciebie zawsze znajdę czas. Tylko powiedz.
-Nie ! Myślę, że z nami koniec Will. Nie mogę tak dłużej.
-Czy ty właśnie ze mną zerwałaś ?
-Tak, Will.-Louis odwrócił się i wszedł do gabinetu. Siadł za biurkiem i czekając na pacjenta napisał szybkiego sms do Edwarda.
"Eleanor właśnie ze mną zerwała. Chyba się domyśla."
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
"Stary... Czy ty wiesz co to znaczy ?"
"Nie..."
"JESTEŚ WOLNY ! Możesz pieprzyć się z kim chcesz !"-Louis się roześmiał.
"Edward ! No wiesz co..."-Skarcił chłopaka. W tym samym momencie usłyszał pukanie do drzwi. Przyszedł pacjent. Odłożył komórkę i zajął się nim.
*znowu kilka godzin później*
Ostatni klient wyszedł.
-Zamkniesz ?- spytała go El.
-Jasne. Aha. Twoje rzeczy przywiozę w poniedziałek do pracy, co ty na to ?
-Może być. W sumie to nie jest ich tak wiele.- I wyszła. Louis westchnął. "Jestem singlem." pomyślał. Zamknął gabinet, wsiadł do auta i pojechał do domu. Po drodze napisał do Edwarda.
"Wolny piątkowy wieczór. Co można robić ?" Zanim doszła odpowiedź już był w domu. Wszedł do kuchni, rzucił klucze na stół i poszedł do sypialni. Tam odczytał sms.
"Chcesz gdzieś wyskoczyć ?" Louis uśmiechnął się.
"Głupie pytanie zadajesz. Klub, czy kolacja ?"
"Klub. Proponuję Pandemonium. Wiesz gdzie to jest ?"
"Myślisz, że jak psycholog to nie lubię imprez ? Wpadnę po ciebie."
"Wiesz gdzie mieszkam ?"
"Jestem twoim lekarzem. Wszystko jest w aktach." Uśmiechnął się przebiegle do telefonu.
"Ach, no tak. Zapomniałem. Daj znać jak będziesz wyjeżdżał. Uszykuję się." Louis odłożył telefon i szybko wskoczył pod prysznic. Umył się, energicznie wytarł i z ręcznikiem na biodrach rzucił się do szafy.
-Co by tu ubrać...-mruknął. W końcu wyjął swój ulubiony strój. Stanął przed lustrem i spojrzał w nie. To nie był ten sam Louis, który wczoraj w nocy siedział w kuchni. Ten Louis był uśmiechnięty, a jego oczy błyszczały. Worki pod nimi prawie zniknęły, a na twarzy malował się wraz podniecenia zbliżającą się randką.
-Bo to jest randka, prawda ?-spytał swojego odbicia. Miał nadzieję że tak. Wsiadł do auta i pojechał do Edwarda. Gdy był już na miejscu rozejrzał się dookoła. Niezbyt przyjemna okolica. Wysiadł z auta i pociągnął nosem. Coś zdechło. "Fuj..."-zmarszczył nos. "Edward mieszka tutaj ?" Zapukał w nijakie drzwi. Te momentalnie się otworzyły.
-Jestem, jestem. Cześć Louis.
-Cześć Edward.- pochylił się i pocałował go.
-Nie spodziewałem się tego.
-Wiem. Dlatego to zrobiłem.- Louis wyszczerzył się bezczelnie.
-Nieciekawa okolica-stwierdził w drodze do klubu.
-Wiem. Ale gdzieś człowiek musi mieszkać. A tam przynajmniej tanio.-chłopak wzruszył ramionami.
-Nie. Nie pozwolę, żeby mój chłopak mieszkał w takim miejscu.- zaprotestował Louis i wciągnął powietrze przez zęby, kiedy uświadomił sobie, co powiedział.- Przepraszam... Ja nie chciałem... To nie miało tak zabrzmieć... To znaczy...Ugh.-jęknął. Zatrzymał samochód przy krawężniku i zaczął uderzać czołem o kierownicę.- Idiota, idiota, idiota.- mruczał pod nosem.
-Louis ?- Edward pochylił się nad nim, delikatnie kładąc mu rękę na plecach.- Wiesz, mi wcale to nie przeszkadza.Wręcz przeciwnie. Chciałbym móc nazywać się twoim chłopakiem.- Louis momentalnie się podniósł.
-Naprawdę ? Bo widzisz znamy się dopiero drugi dzień i to takie trochę dziwne, ale ty naprawdę mi się podobasz i...
-Cii...-Edward położył palec na ustach Louisa.-Rozumiem cię. Ja też początkowo czułem się niezręcznie. Pociągasz mnie Louis. Nic na to nie poradzę.- przyciągnął go do siebie i zaczął całować. Najchętniej nie przerywaliby tej pieszczoty, jednak w samochodzie było im średnio wygodnie.
-Proponuję pojechać do mnie.- Louis oderwał się od warg chłopaka.
-Dobry pomysł.- odpowiedział Edward z rozmarzeniem. Odsunęli się od siebie, a Louis uruchomił silnik. Gdy minęli pierwsze skrzyżowanie ręka Edwarda "niechcący" opadła na kolano Louisa. Jeszcze żeby tam została ! O nie. Ona zaczęła wędrować w górę uda chłopaka. Gdy była tuz przed nabrzmiałym rozporkiem Louis syknął.
-Nie dekoncentruj kierowcy !
-Przecież ja nic nie robię.- powiedział niewinnie Edward, ale nie zabrał ręki.
-Nie, wcale.- mruknął Lou. Niestety (a może i stety) w tej chwili musiał zakręcić. Siła odśrodkowa przesunęła pasażera w stronę kierowcy, więc jego ręka też się przesunęła. Louis wciągnął powietrze przez zęby i poruszył biodrami.
-Czy nie mógłbyś zaczekać aż dotrzemy na miejsce ? Nie chcę zginąć w wypadku.
-A daleko jeszcze ?- Louis się uśmiechnął i zahamował.
-Jesteśmy na miejscu.
-Nareszcie.- Wyszli za auta, Louis pośpiesznie je zamknął. Prawie podbiegł do drzwi. Co prawda miał pewne trudności z wsadzeniem klucza do dziurki, ale w końcu dał radę.Wszedł do środka, rzucił klucze na komodę i obrócił się twarzą do Edwarda. Nie zapalając światła wpadli sobie w ramiona. Ich usta przyciągane do siebie jakąś magiczną siłą wiedziały gdzie trafiać. Nie przerywając pocałunku Louis pociągnął Edwarda w stronę sypialni. Po drodze ściągali z siebie kolejne części garderoby. Wreszcie wpadli w odpowiednie drzwi. Louis kopniakiem je otworzył i popchał Edwarda w stronę łóżka. Zmusił go, aby się o nie oparł i zaczął obdarzać jego szyje mokrymi pocałunkami. Edward odchylił głowę, oddając się pieszczotom, które schodziły coraz niżej, aż w końcu doszły do paska czarnych rurek. Rozpinając je Louis spojrzał mu w oczy. Zielone tęczówki były zamglone od pożądania. Chłopak zdecydowanym ruchem ściągnął spodnie i zaraz potem bokserki Edwarda. Przejechał dłonią po jego nabrzmiałym penisie. Delikatnie pocałował czubek i powoli objął główkę ustami. Nieśpiesznie zaczął poruszać głową w górę i w dół. Edward wydał gardłowy jęk. To poruszyło Louisem. Zaczął poruszać głową szybciej, jednocześnie pieszcząc chłopaka ręką. Poczuł palce wplecione w swoje włosy i nadające właściwe tempo jego ruchom. Po chwili Louis poczuł ze Edward szczytuje. Jego usta zalała ciepła sperma, którą połknął co do kropelki...
No hej ! Witam was 2 listopada o godzinie 3:13 nad ranem. Ach ta bezsenność. Kiedyś mnie wykończy. Dlaczego dodaję rozdział teraz ? Po pierwsze robię to póki mam wenę. Po drugie do końca weekendu nie będę miała dostępu do internetu :(
Dobranoc i dzień dobry wszystkim !
Daria
PS:I znów proszę o komentarze. Nie tylko o pozytywne. Jeśli coś wam się nie podoba i chcielibyście to zmienić dajcie znać ! Spróbuję to załatwić.
PPS: Osobiście nie podoba mi się końcowa scena. Chciałabym poprosić o pomoc. Pierwszy raz piszę tego typu rzeczy i to dla mnie świeży grunt.
*kilka godzin później*
-Ilu jeszcze pacjentów ?- spytał Louis wychodząc z gabinetu.
-Trzech.-odpowiedziała dziewczyna, nie patrząc na Tomlinsona.
-Obraziłaś się na mnie ?
-Może.- odpowiedziała patrząc w ekran komputera.
-Błagam, Els... Nie jesteś chyba zazdrosna o mojego pacjenta ?- sarknął się Louis. "Ma prawo. Ciesz się, że nie wie co naprawdę z nim robiłeś..."-rozległ się ten irytujący głosik w jego głowie.
-Zazdrosna ?- prychnęła.- Jestem wściekła. Totalnie zapominasz, że się ze mną umówiłeś, zabierasz ze sobą pacjenta, uciekasz w połowie filmu, a potem, jak gdyby nigdy nic wychodzisz z nim z łazienki. Cały czas mam wrażenie, że coś ukrywasz. Nie śpisz w nocy, pracujesz cały dzień. Nigdy nie masz dla mnie czasu !
-El, to nie prawda. Wiesz, że dla ciebie zawsze znajdę czas. Tylko powiedz.
-Nie ! Myślę, że z nami koniec Will. Nie mogę tak dłużej.
-Czy ty właśnie ze mną zerwałaś ?
-Tak, Will.-Louis odwrócił się i wszedł do gabinetu. Siadł za biurkiem i czekając na pacjenta napisał szybkiego sms do Edwarda.
"Eleanor właśnie ze mną zerwała. Chyba się domyśla."
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
"Stary... Czy ty wiesz co to znaczy ?"
"Nie..."
"JESTEŚ WOLNY ! Możesz pieprzyć się z kim chcesz !"-Louis się roześmiał.
"Edward ! No wiesz co..."-Skarcił chłopaka. W tym samym momencie usłyszał pukanie do drzwi. Przyszedł pacjent. Odłożył komórkę i zajął się nim.
*znowu kilka godzin później*
Ostatni klient wyszedł.
-Zamkniesz ?- spytała go El.
-Jasne. Aha. Twoje rzeczy przywiozę w poniedziałek do pracy, co ty na to ?
-Może być. W sumie to nie jest ich tak wiele.- I wyszła. Louis westchnął. "Jestem singlem." pomyślał. Zamknął gabinet, wsiadł do auta i pojechał do domu. Po drodze napisał do Edwarda.
"Wolny piątkowy wieczór. Co można robić ?" Zanim doszła odpowiedź już był w domu. Wszedł do kuchni, rzucił klucze na stół i poszedł do sypialni. Tam odczytał sms.
"Chcesz gdzieś wyskoczyć ?" Louis uśmiechnął się.
"Głupie pytanie zadajesz. Klub, czy kolacja ?"
"Klub. Proponuję Pandemonium. Wiesz gdzie to jest ?"
"Myślisz, że jak psycholog to nie lubię imprez ? Wpadnę po ciebie."
"Wiesz gdzie mieszkam ?"
"Jestem twoim lekarzem. Wszystko jest w aktach." Uśmiechnął się przebiegle do telefonu.
"Ach, no tak. Zapomniałem. Daj znać jak będziesz wyjeżdżał. Uszykuję się." Louis odłożył telefon i szybko wskoczył pod prysznic. Umył się, energicznie wytarł i z ręcznikiem na biodrach rzucił się do szafy.
-Co by tu ubrać...-mruknął. W końcu wyjął swój ulubiony strój. Stanął przed lustrem i spojrzał w nie. To nie był ten sam Louis, który wczoraj w nocy siedział w kuchni. Ten Louis był uśmiechnięty, a jego oczy błyszczały. Worki pod nimi prawie zniknęły, a na twarzy malował się wraz podniecenia zbliżającą się randką.
-Bo to jest randka, prawda ?-spytał swojego odbicia. Miał nadzieję że tak. Wsiadł do auta i pojechał do Edwarda. Gdy był już na miejscu rozejrzał się dookoła. Niezbyt przyjemna okolica. Wysiadł z auta i pociągnął nosem. Coś zdechło. "Fuj..."-zmarszczył nos. "Edward mieszka tutaj ?" Zapukał w nijakie drzwi. Te momentalnie się otworzyły.
-Jestem, jestem. Cześć Louis.
-Cześć Edward.- pochylił się i pocałował go.
-Nie spodziewałem się tego.
-Wiem. Dlatego to zrobiłem.- Louis wyszczerzył się bezczelnie.
-Nieciekawa okolica-stwierdził w drodze do klubu.
-Wiem. Ale gdzieś człowiek musi mieszkać. A tam przynajmniej tanio.-chłopak wzruszył ramionami.
-Nie. Nie pozwolę, żeby mój chłopak mieszkał w takim miejscu.- zaprotestował Louis i wciągnął powietrze przez zęby, kiedy uświadomił sobie, co powiedział.- Przepraszam... Ja nie chciałem... To nie miało tak zabrzmieć... To znaczy...Ugh.-jęknął. Zatrzymał samochód przy krawężniku i zaczął uderzać czołem o kierownicę.- Idiota, idiota, idiota.- mruczał pod nosem.
-Louis ?- Edward pochylił się nad nim, delikatnie kładąc mu rękę na plecach.- Wiesz, mi wcale to nie przeszkadza.Wręcz przeciwnie. Chciałbym móc nazywać się twoim chłopakiem.- Louis momentalnie się podniósł.
-Naprawdę ? Bo widzisz znamy się dopiero drugi dzień i to takie trochę dziwne, ale ty naprawdę mi się podobasz i...
-Cii...-Edward położył palec na ustach Louisa.-Rozumiem cię. Ja też początkowo czułem się niezręcznie. Pociągasz mnie Louis. Nic na to nie poradzę.- przyciągnął go do siebie i zaczął całować. Najchętniej nie przerywaliby tej pieszczoty, jednak w samochodzie było im średnio wygodnie.
-Proponuję pojechać do mnie.- Louis oderwał się od warg chłopaka.
-Dobry pomysł.- odpowiedział Edward z rozmarzeniem. Odsunęli się od siebie, a Louis uruchomił silnik. Gdy minęli pierwsze skrzyżowanie ręka Edwarda "niechcący" opadła na kolano Louisa. Jeszcze żeby tam została ! O nie. Ona zaczęła wędrować w górę uda chłopaka. Gdy była tuz przed nabrzmiałym rozporkiem Louis syknął.
-Nie dekoncentruj kierowcy !
-Przecież ja nic nie robię.- powiedział niewinnie Edward, ale nie zabrał ręki.
-Nie, wcale.- mruknął Lou. Niestety (a może i stety) w tej chwili musiał zakręcić. Siła odśrodkowa przesunęła pasażera w stronę kierowcy, więc jego ręka też się przesunęła. Louis wciągnął powietrze przez zęby i poruszył biodrami.
-Czy nie mógłbyś zaczekać aż dotrzemy na miejsce ? Nie chcę zginąć w wypadku.
-A daleko jeszcze ?- Louis się uśmiechnął i zahamował.
-Jesteśmy na miejscu.
-Nareszcie.- Wyszli za auta, Louis pośpiesznie je zamknął. Prawie podbiegł do drzwi. Co prawda miał pewne trudności z wsadzeniem klucza do dziurki, ale w końcu dał radę.Wszedł do środka, rzucił klucze na komodę i obrócił się twarzą do Edwarda. Nie zapalając światła wpadli sobie w ramiona. Ich usta przyciągane do siebie jakąś magiczną siłą wiedziały gdzie trafiać. Nie przerywając pocałunku Louis pociągnął Edwarda w stronę sypialni. Po drodze ściągali z siebie kolejne części garderoby. Wreszcie wpadli w odpowiednie drzwi. Louis kopniakiem je otworzył i popchał Edwarda w stronę łóżka. Zmusił go, aby się o nie oparł i zaczął obdarzać jego szyje mokrymi pocałunkami. Edward odchylił głowę, oddając się pieszczotom, które schodziły coraz niżej, aż w końcu doszły do paska czarnych rurek. Rozpinając je Louis spojrzał mu w oczy. Zielone tęczówki były zamglone od pożądania. Chłopak zdecydowanym ruchem ściągnął spodnie i zaraz potem bokserki Edwarda. Przejechał dłonią po jego nabrzmiałym penisie. Delikatnie pocałował czubek i powoli objął główkę ustami. Nieśpiesznie zaczął poruszać głową w górę i w dół. Edward wydał gardłowy jęk. To poruszyło Louisem. Zaczął poruszać głową szybciej, jednocześnie pieszcząc chłopaka ręką. Poczuł palce wplecione w swoje włosy i nadające właściwe tempo jego ruchom. Po chwili Louis poczuł ze Edward szczytuje. Jego usta zalała ciepła sperma, którą połknął co do kropelki...
No hej ! Witam was 2 listopada o godzinie 3:13 nad ranem. Ach ta bezsenność. Kiedyś mnie wykończy. Dlaczego dodaję rozdział teraz ? Po pierwsze robię to póki mam wenę. Po drugie do końca weekendu nie będę miała dostępu do internetu :(
Dobranoc i dzień dobry wszystkim !
Daria
PS:I znów proszę o komentarze. Nie tylko o pozytywne. Jeśli coś wam się nie podoba i chcielibyście to zmienić dajcie znać ! Spróbuję to załatwić.
PPS: Osobiście nie podoba mi się końcowa scena. Chciałabym poprosić o pomoc. Pierwszy raz piszę tego typu rzeczy i to dla mnie świeży grunt.
Louis zerwał się w środku nocy. Znowu śnił o nim. O Harry'm.
-Will ?- mruknęła zaspana Eleanor.- Dlaczego nie śpisz ?
-Cii. Muszę iść do łazienki. Śpij.-Uspokoił ją.
-Dobra.-odwróciła się na drugi bok i już spała. "Tej to dobrze"-pomyślał wlokąc się do łazienki. Spojrzał w lustro. Rozwichrzone włosy, smutne spojrzenie i ciemne worki pod oczami.
-nie wyglądasz za dobrze, stary.-mruknął.-Mógłbyś grać w horrorze.-przejechał ręką po włosach. Zaspany poczłapał do kuchni. Siadając przy stole przelotnie zerknął na zegar. Druga nad ranem. Dokładnie rok i trzy godziny temu stracił pierwszą i ostatnią miłość swojego życia. Oczy go piekły od powstrzymywanych łez, w gardle czuł kluchę. I wtedy usłyszał wibrację telefonu. Edward. O tej godzinie ? No proszę, ktoś tu nie śpi... Westchnął i otworzył wiadomość.
"Coś sobie przypominam. Tylko to nie ma sensu... Wszystko OK ? xxx"-Louisowi serce się ścisnęło na widok "buziaków" na końcu wiadomości.
"Nic nie jest OK. Wspomnienia. Nie dają mi spać. Za bardzo bolą."-Szybko odpisał. Nie czekał długo na odpowiedź.
"Chcesz się spotkać ?"- Louis spojrzał zaskoczony na wyświetlacz.
"Nie..."-zaczął pisać, ale szybko to usunął. Nie dając sobie czasu na zastanowienie odpisał:
"Za pół godziny, pod gabinetem."
Wziął głęboki oddech i na kartce samoprzylepnej naskrobał wiadomość do Eleanor. Powiesił ja na lodówce i cicho, żeby nie zbudzić dziewczyny ubrał się i wyszedł.
Gdy dotarł na miejsce Edward już tam był. Weszli do środka. Louis włączył ogrzewanie, zapalił światło i przyniósł wino.
-Napijesz się ?-spytał chłopaka.
-Trzymasz wino w gabinecie ?
-Nigdy nie wiadomo co się stanie.-mrugnął do chłopaka.Edward się roześmiał.
Usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać. Długo trwało, zanim Louis zadał właściwe pytanie:
-Co sobie przypomniałeś ?- spytał, spoglądając w oczy chłopakowi.
-Kamizelkę ratunkową. Pamiętam, że miałem ją na sobie. Co raczej nie ma sensu, bo spadłem z klifu, prawda ?- Louisem wstrząsnęło. KAMIZELKA RATUNKOWA !? "Uspokój się !"-warknął w myślach "Przecież to nie dowód !"
-Może tak naprawdę wypadłeś z łodzi, a rodzina nie chciała cię denerwować ?- Louis wiedział, że to nie ma najmniejszego sensu. Po co mieliby to ukrywać ?
-No, nie wiem... A ty czemu nie spałeś ?-Edward szybko zmienił temat.
-Już mówiłem: wspomnienia... Są zbyt straszne, żebym spał spokojnie. Edward pocieszająco dotknął jego ramienia. Louis spojrzał mu w oczy i zatonął w zielonych tęczówkach.
-Pomóż mi...-szepnął głosem ochrypłym z pożądania. Potrzebował go i nie miał już siły temu zaprzeczać.
-Z wielką chęcią.-odparł tamten i przyciągnął go do siebie. Ich usta się złączyły. Całowali się, jakby miał nastąpić koniec świata. Zachłannie i namiętnie. Louis położył się na kanapie, a Edward pochylił się nad nim, opierając ręce koło jego głowy. Spojrzał mu w oczy.
-Will...-Wychrypiał. To otrzeźwiło Louisa.
-STOP.-Edward spojrzał na niego zdziwiony.-Muszę ci coś powiedzieć... Tak naprawdę mam na imię Louis.-zamknął oczy spodziewając się chłodu. Zamiast tego poczuł ciepłą rękę głaszczącą go po twarzy.
-Nie ważne jak się nazywasz. Ważne kim jesteś.-szepnął Edward i pocałował czule Louisa.- Jesteś moim Boo Bear'em.- Spojrzeli sobie w oczy i uśmiechnęli w tym samym momencie. Już mieli kontynuować przerwaną pieszczotę, gdy usłyszeli stuknięcie zamykanych drzwi.
-Eleanor...-szepnął Louis i zerwał się z kanapy. Edward wyciągnął się na niej spoglądając jak chłopak próbuje wygładzić ubranie. Roześmiał się pod nosem.
-Will ?-rozległ się głos dziewczyny. Louis podszedł do drzwi i otworzył je.- Och, tutaj jesteś !
-O co chodzi, El ?- zapytał zdziwiony.
-Przyszłam do pracy. Nie widzisz, która godzina ?- Louis spojrzał na zegarek. Jasna cholera ! dziesiąta rano !
-Oj... Straciłem poczucie czasu.- Eleanor skarciła go wzrokiem.
-Ciekawe co robiłeś przez ten cały czas... Nie uwierzę, że układałeś papiery, nigdy tego nie robisz.
-Cześć Eleanor.- powiedział Edward, stając za Louisem. Dziewczyna spojrzała na niego sceptycznym wzrokiem i otworzyła usta ze zdziwienia. Louis odwrócił się, aby zobaczyć co wywołało ten wyraz twarzy. Edward był... boso. Louis zaczął się śmiać.
-William. Możemy porozmawiać ?- Eleanor pociągnęła go za łokieć na koniec korytarza.
-Co on tutaj robi ?-zaczęła ściszonym głosem.
-To mój pacjent. Ma prawo przyjść na prywatną rozmowę.- Gładko skłamał chłopak.
-No dobra, ale o tak wcześnie rano ?
-I tak nie mogłem spać...
-No a dlaczego jest boso ?!-spojrzała na Edwarda. Ten opierał się o framugę i udawał że nie słyszy o czym mówią. Gdy zobaczył spojrzenie El uśmiechnął się niewinnie.
-Nie wiem. Nawet nie zauważyłem, że ściągnął buty.- To akurat była prawda.
-Dobra, niech ci będzie.- dziewczyna dała za wygraną. Usiadła z biurkiem recepcji i udawała, że nie zauważa chłopaka w drzwiach gabinetu.- Kontynuujcie. Nie będę wam przeszkadzać.- zwróciła się do Louisa. Wchodząc do gabinetu Tomlinson wzruszył ramionami. Edward już leżał na kanapie. Wzrokiem wskazał drzwi. Louis zrozumiał i je zamknął.
-Nieźle ją wzięło...
-Chyba jest zazdrosna.- Edward poruszył zabawnie brwiami.- O której masz pierwszego pacjenta ?
-Za jakiś kwadrans.
-To ja się zbieram.
-Poczekaj.-zatrzymał go Louis.- W soboty organizuję spotkania w kółku. Zazwyczaj przychodzą tylko trzy osoby. Chcesz być czwarty ?
-Przyjdę. Obiecuję.- Edward podszedł do Tomlinsona i pocałował go czule obejmując w pasie.- Do zobaczenia, Louis.- szepnął i wyszedł.
Brawa dla mnie :) Szybko zrobiłam nowy rozdział. Piszę w każdej wolnej chwili, póki mam pomysły...
Widzieliście już SOML ? Ja tak nieźle się popłakałam ;')
Daria
PS.Zostawcie komentarz proszę ! Każde pozytywne słowo motywuje mnie do dalszego pisania !
-Will ?- mruknęła zaspana Eleanor.- Dlaczego nie śpisz ?
-Cii. Muszę iść do łazienki. Śpij.-Uspokoił ją.
-Dobra.-odwróciła się na drugi bok i już spała. "Tej to dobrze"-pomyślał wlokąc się do łazienki. Spojrzał w lustro. Rozwichrzone włosy, smutne spojrzenie i ciemne worki pod oczami.
-nie wyglądasz za dobrze, stary.-mruknął.-Mógłbyś grać w horrorze.-przejechał ręką po włosach. Zaspany poczłapał do kuchni. Siadając przy stole przelotnie zerknął na zegar. Druga nad ranem. Dokładnie rok i trzy godziny temu stracił pierwszą i ostatnią miłość swojego życia. Oczy go piekły od powstrzymywanych łez, w gardle czuł kluchę. I wtedy usłyszał wibrację telefonu. Edward. O tej godzinie ? No proszę, ktoś tu nie śpi... Westchnął i otworzył wiadomość.
"Coś sobie przypominam. Tylko to nie ma sensu... Wszystko OK ? xxx"-Louisowi serce się ścisnęło na widok "buziaków" na końcu wiadomości.
"Nic nie jest OK. Wspomnienia. Nie dają mi spać. Za bardzo bolą."-Szybko odpisał. Nie czekał długo na odpowiedź.
"Chcesz się spotkać ?"- Louis spojrzał zaskoczony na wyświetlacz.
"Nie..."-zaczął pisać, ale szybko to usunął. Nie dając sobie czasu na zastanowienie odpisał:
"Za pół godziny, pod gabinetem."
Wziął głęboki oddech i na kartce samoprzylepnej naskrobał wiadomość do Eleanor. Powiesił ja na lodówce i cicho, żeby nie zbudzić dziewczyny ubrał się i wyszedł.
Gdy dotarł na miejsce Edward już tam był. Weszli do środka. Louis włączył ogrzewanie, zapalił światło i przyniósł wino.
-Napijesz się ?-spytał chłopaka.
-Trzymasz wino w gabinecie ?
-Nigdy nie wiadomo co się stanie.-mrugnął do chłopaka.Edward się roześmiał.
Usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać. Długo trwało, zanim Louis zadał właściwe pytanie:
-Co sobie przypomniałeś ?- spytał, spoglądając w oczy chłopakowi.
-Kamizelkę ratunkową. Pamiętam, że miałem ją na sobie. Co raczej nie ma sensu, bo spadłem z klifu, prawda ?- Louisem wstrząsnęło. KAMIZELKA RATUNKOWA !? "Uspokój się !"-warknął w myślach "Przecież to nie dowód !"
-Może tak naprawdę wypadłeś z łodzi, a rodzina nie chciała cię denerwować ?- Louis wiedział, że to nie ma najmniejszego sensu. Po co mieliby to ukrywać ?
-No, nie wiem... A ty czemu nie spałeś ?-Edward szybko zmienił temat.
-Już mówiłem: wspomnienia... Są zbyt straszne, żebym spał spokojnie. Edward pocieszająco dotknął jego ramienia. Louis spojrzał mu w oczy i zatonął w zielonych tęczówkach.
-Pomóż mi...-szepnął głosem ochrypłym z pożądania. Potrzebował go i nie miał już siły temu zaprzeczać.
-Z wielką chęcią.-odparł tamten i przyciągnął go do siebie. Ich usta się złączyły. Całowali się, jakby miał nastąpić koniec świata. Zachłannie i namiętnie. Louis położył się na kanapie, a Edward pochylił się nad nim, opierając ręce koło jego głowy. Spojrzał mu w oczy.
-Will...-Wychrypiał. To otrzeźwiło Louisa.
-STOP.-Edward spojrzał na niego zdziwiony.-Muszę ci coś powiedzieć... Tak naprawdę mam na imię Louis.-zamknął oczy spodziewając się chłodu. Zamiast tego poczuł ciepłą rękę głaszczącą go po twarzy.
-Nie ważne jak się nazywasz. Ważne kim jesteś.-szepnął Edward i pocałował czule Louisa.- Jesteś moim Boo Bear'em.- Spojrzeli sobie w oczy i uśmiechnęli w tym samym momencie. Już mieli kontynuować przerwaną pieszczotę, gdy usłyszeli stuknięcie zamykanych drzwi.
-Eleanor...-szepnął Louis i zerwał się z kanapy. Edward wyciągnął się na niej spoglądając jak chłopak próbuje wygładzić ubranie. Roześmiał się pod nosem.
-Will ?-rozległ się głos dziewczyny. Louis podszedł do drzwi i otworzył je.- Och, tutaj jesteś !
-O co chodzi, El ?- zapytał zdziwiony.
-Przyszłam do pracy. Nie widzisz, która godzina ?- Louis spojrzał na zegarek. Jasna cholera ! dziesiąta rano !
-Oj... Straciłem poczucie czasu.- Eleanor skarciła go wzrokiem.
-Ciekawe co robiłeś przez ten cały czas... Nie uwierzę, że układałeś papiery, nigdy tego nie robisz.
-Cześć Eleanor.- powiedział Edward, stając za Louisem. Dziewczyna spojrzała na niego sceptycznym wzrokiem i otworzyła usta ze zdziwienia. Louis odwrócił się, aby zobaczyć co wywołało ten wyraz twarzy. Edward był... boso. Louis zaczął się śmiać.
-William. Możemy porozmawiać ?- Eleanor pociągnęła go za łokieć na koniec korytarza.
-Co on tutaj robi ?-zaczęła ściszonym głosem.
-To mój pacjent. Ma prawo przyjść na prywatną rozmowę.- Gładko skłamał chłopak.
-No dobra, ale o tak wcześnie rano ?
-I tak nie mogłem spać...
-No a dlaczego jest boso ?!-spojrzała na Edwarda. Ten opierał się o framugę i udawał że nie słyszy o czym mówią. Gdy zobaczył spojrzenie El uśmiechnął się niewinnie.
-Nie wiem. Nawet nie zauważyłem, że ściągnął buty.- To akurat była prawda.
-Dobra, niech ci będzie.- dziewczyna dała za wygraną. Usiadła z biurkiem recepcji i udawała, że nie zauważa chłopaka w drzwiach gabinetu.- Kontynuujcie. Nie będę wam przeszkadzać.- zwróciła się do Louisa. Wchodząc do gabinetu Tomlinson wzruszył ramionami. Edward już leżał na kanapie. Wzrokiem wskazał drzwi. Louis zrozumiał i je zamknął.
-Nieźle ją wzięło...
-Chyba jest zazdrosna.- Edward poruszył zabawnie brwiami.- O której masz pierwszego pacjenta ?
-Za jakiś kwadrans.
-To ja się zbieram.
-Poczekaj.-zatrzymał go Louis.- W soboty organizuję spotkania w kółku. Zazwyczaj przychodzą tylko trzy osoby. Chcesz być czwarty ?
-Przyjdę. Obiecuję.- Edward podszedł do Tomlinsona i pocałował go czule obejmując w pasie.- Do zobaczenia, Louis.- szepnął i wyszedł.
Brawa dla mnie :) Szybko zrobiłam nowy rozdział. Piszę w każdej wolnej chwili, póki mam pomysły...
Widzieliście już SOML ? Ja tak nieźle się popłakałam ;')
Daria
PS.Zostawcie komentarz proszę ! Każde pozytywne słowo motywuje mnie do dalszego pisania !
czwartek, 31 października 2013
*rok później*
*Londyn, gabinet psychologiczny, tabliczka na biurku informuje, że należy do Williama Austina*
Louis się przeciągnął. Jeszcze tylko jeden pacjent i koniec. Podobała mu się ta praca. Podobał mu się ten gabinet, z ciemnymi meblami i beżową, skórzaną kanapą, na której rozmawiał z pacjentami. Co z tego, ze na fałszywe nazwisko ? Żeby nie myśleć o Harry'm dał się porwać w wir pracy. Zakończył studia szybciej niż powinien i dorobił się własnego gabinetu. W dzień nie myślał o katastrofie. Wspomnienia wracały nocą. Przypominał sobie uśmiech, głos, dotyk chłopaka. Początkowo odsypiał w pracy, ale po jakimś czasie zaczęli przychodzić pacjenci. W końcu umówił się ze swoją sekretarką, Eleanor, licząc że przegoni wspomnienia. Miłość to nie była, ale wystarczyła, aby przesypiać noce płytkim, pełnym koszmarów snem.
Przymknął oczy. Muzyczka jest, ciepełko, wygodny fotel. Podobało mu się to życie.
-Dziś mija rok od zatonięcia "Diany".- rozległ się głos spikerki radiowej.
-NIE !- wykrzyknął Louis i rzucił małym, przenośnym radiem. Urządzenie uderzyło o ścianę i rozpadło się na części.
-Will ?-zza drzwi wyjrzała ciemna głowa El.- Coś się stało ?
-Przepraszam.- chłopak ścisnął nasadę nosa i wziął głęboki oddech.-Poniosło mnie. Możesz to posprzątać ?- wskazał szczątki radyjka. Dziewczyna skinęła głową.
-Em... Edward John już jest.
-Daj go.- westchnął, ciężko siadając za biurkiem. Poprawił garnitur i wymusił uśmiech. Do gabinetu wszedł chłopak. Miał zielone oczy, ciemne, kręcone włosy i dołeczki w policzkach.
-Ha-Harry ?-szepnął Louis.
-Słucham ?-chłopak spojrzał zaskoczony.
-Nie ważne. Pomyliłem pana z kimś. Przepraszam. Pozwoli pan, że pójdę do toalety ? Proszę tu na mnie zaczekać.-powiedział to wszystko na jednym oddechu i wypadł z gabinetu. Pobiegł do łazienki i przypadł do muszli klozetowej i zwrócił swój lunch. Powoli podniósł się z podłogi, podszedł do umywalki i wypłukał usta. Ochlapał twarz wodą i spojrzał w lustro. Wyglądał okropnie. Szeroko otwarte, przerażone oczy, włosy rozsypane w nieładzie. Wziął 10 głębokich wdechów i przestał się trząść.
-Weź się w garść, Louis.- szepnął do swojego odbicia. "To kara niebios, za to, ze pozwoliłeś mu zginąć." Prychnął. Nie wierzył w to. Przeczesał włosy palcami i powoli się uspokajał. Spędził w łazience jeszcze kilka minut i dopiero kiedy uznał, że jest gotowy wrócił do gabinetu. Przed drzwiami wziął jeszcze kilka oddechów i zdecydowanie nacisnął klamkę. Edward siedział na kanapie, spokojnie czekając na doktora.
-Przepraszam.- Powiedział sztywno Louis.- Myślę, że zaszkodził mi dzisiejszy lunch.
-Nic się nie stało. Jeśli pan chce, to mogę iść do domu. Nie chciałbym przeszkadzać.
-Nie przeszkadza pan. Jest pan pacjentem, muszę pana wysłuchać. Więc słucham ?
-Ja... Mam amnezję... Pamiętam tylko przebłyski...- Louis się zainteresował. Amnezji jeszcze nie leczył. Nawet tego nie zauważając przysiadł koło chłopaka.
-A jakie jest pana ostatnie wspomnienie ?
-Ugh.. Mam taką prośbę. Moglibyśmy nie mówić sobie per "pan" ? Myślę, że nie dzieli nas aż tak duża różnica wieku.- Louis zajrzał do akt.
-Rzeczywiście.-powiedział- Trzy lata. Więc może zacznijmy od początku ?-zaproponował. Chłopak skinął głową.
-Nazywam się L... William Austin, a ty ?- Już chciał powiedzieć "Louis". Ten chłopak źle na niego wpływał.
-Edward John. Miło cię poznać.- uśmiechnął się ukazując słodkie dołeczki.
-Więc masz amnezję ? A co jest ostatnią rzeczą, którą pamiętasz ?
-Ja... No cóż, obudziłem się w domu... Kiedyś myślałem, że to mój dom, ale nie mam pewności...-Louis przybliżył się do Edwarda.
-A w ogóle wiesz, dlaczego straciłeś pamięć ?
-Ymm... Rodzina mówiła mi, że spadłem z klifu do morza i oni mnie wyciągnęli. Przeleżałem tydzień w łóżku i dopiero wtedy byłem w stanie z niego wyjść...Czyli musiałem nieźle się poobijać.- Louis skinął głową. Kontynuował rozmowę, dowiadując się coraz więcej o Edwardzie, wyłapując każdy szczegół. Po kilkunastu minutach wpadł na pomysł.
-Odpręż się, rozluźnij i spróbuj coś narysować.- wskazał kartkę, wciskając chłopakowi długopis do ręki.
-No... Ale co ?
-Cokolwiek. Po prostu rysuj.
-Dobra.- Edward pochylił się nad kartką i Louis poczuł jego zapach. "Hmmm... Piżmo, pomarańcza i coś jeszcze..."- pomyślał. "Idioto !"- skarcił się, gdy tylko poczuł przypływ pożądania. "Jednego już straciłeś ! Mało ci ?!"-krzyknął na siebie. Ale nie mógł nie podziwiać smukłej sylwetki Edwarda, jego ciemnych włosów, opadających mu na oczy i różowych warg, które przygryzał w skupieniu. Louis wziął głęboki oddech przez nos i wypuścił powietrze ustami.
-Stało się coś ?-zaskoczony Edward przerwał rysowanie, spoglądając na lekarza.
-Nie nic... Tylko... Ugh.- Tomlinson spojrzał na usta chłopaka. I to był błąd. Od razu zapragnął je całować w nieskończoność. Edward wciągnął powietrze przez usta. Zbliżył swoją twarz do twarzy Louisa i już miał go pocałować, gdy rozległo się pukanie. Odskoczyli od siebie, a Louis drżącym głosem zawołał:
-Proszę.- Do gabinetu weszła Eleanor.
-Em.. Wiliam, myślę że powinieneś już kończyć. Obiecałeś iść ze mną do kina. "Kurwa mać"- pomyślał.-"Też sobie moment wybrała..." "Powinieneś się cieszyć."-rozległ się w głowie ten niezwykle irytujący głosik.
-Faktycznie ! Na śmierć zapomniałem. - spojrzał kątem oka na Edwarda. Chłopak nie miał za wesołej miny.- El... Czy Edward mógłby iść z nami ?-Eleanor spojrzała zaskoczona na chłopaka.
-Jeśli nie ma nic przeciwko...- Edward się uśmiechnął szeroko.
-Nie chcę się narzucać !- zaprotestował słabo.
-Nie narzucasz.- stwierdził Louis.- Rzadko utrzymuję kontakty z pacjentami poza gabinetem, więc czuj się wyróżniony.
-Skoro patrzysz na to od tej strony... Mogę iść. Do którego kina ?
-Och, to tego co gra różne filmy, nie tylko te co dopiero wyszły.- uśmiechnęła się El.- Bardzo je lubię.
Wspólnie wyszli z gabinetu, pozamykali wszystko i wsiedli do auta. Dopiero gdy byli pod kinem Louis zadał bardzo ważne pytanie:
-Właściwie to na co my jedziemy ?
-Na Titanica.- Chłopak wciągnął powietrze przez zęby. Eleanor spojrzała na niego zdziwiona.- Nie nic, po prostu coś mi wpadło do buta. Oparł się o ścianę, udając że zdejmuje białego Tomsa.- Idźcie kupcie bilety. Zaraz do was dołączę.- El poszła do kasy, ale Edward został przy chłopaku.
-Wcale nic ci nie wpadło do buta, prawda ?- zmierzył go badawczym spojrzeniem.
-Zgadłeś. Po prostu nie lubię tego filmu.Przywołuje pewne wspomnienia.- Edward uniósł brwi, ale nic nie powiedział. Razem podeszli do dziewczyny, która kupowała popcorn. Weszli na salę, zajęli miejsca i zaczęli oglądać film. Po piętnastu minutach Edward zmienił pozycję i jego ręka natrafiła na rękę Louisa. Już miał ja zabrać, gdy tamten prawie niedostrzegalnie pokręcił głową. Edward zrozumiał. Wspomnienia tak bolały Louisa, ze nie mógł wytrzymać bez wsparcia. Widać było to po jego twarzy. Zacisnął usta i wpatrywał się pustym wzrokiem w jeden punkt na ekranie. Edward delikatnie ścisnął jego rękę, dając do zrozumienia, ze go wspiera. Tak przesiedzieli większość filmu. W końcu, przy scenie w której statek pęka Louis nie wytrzymał. Prawie wybiegł z sali i potykając się dotarł do toalety. Nachylił się nad muszlą i drugi raz w tym dniu zwymiotował. Jeszcze wstrząsały nim torsje, gdy poczuł na głowie chłodna rękę, delikatnie go głaszczącą. Już miał warknąć na Eleanor, żeby się wynosiła, ale zauważył, że ręka należy do kogoś innego. Do Edwarda.
-Nie musisz tu być.- wychrypiał.
-Ale ja chcę.- zaprotestował chłopak, prowadząc go do umywalki.-Wypłucz usta.-zakomenderował, a Louis posłusznie to zrobił.- Już lepiej ?- chłopak skinął głową.
-Dzięki.-powiedział już normalnym głosem.
-Nie ma za co. Tylko nie wmawiaj mi, ze lunch ci zaszkodził. To już było.
-Ugh... Wspomnienia... Nie chcę w tej chwili o tym mówić.
-Rozumiem. Są rzeczy, które trzymamy tylko dla siebie. Twoja dziewczyna wie ?
-Ona nie jest moja dziewczyną !- Edward spojrzał na niego zaskoczony.- JESTEM GEJEM !- oczy Edwarda rozszerzyły się jeszcze bardziej. Nie myśląc Louis objął jego twarz dłońmi i pocałował namiętnie. Po chwili Edward oddał pieszczotę. Louis jęknął zaskoczony. Edward to wykorzystał i wsunął swój język między wargi chłopaka. Kontynuowali ten szaleńczy pocałunek jeszcze kilka minut. W końcu Louis oderwał się od warg Edwarda.
-Myślisz, że całowałbym cię tak, będą hetero ? El to tylko przykrywka, przecież nie powiem pacjentom, że kocham chłopców !
-Ona o tym nie wie, prawda ?- Louis zacisnął wargi, kręcąc głową.
-Tak myślałem. Tak nawiasem mówiąc, tez jestem gejem.
-No co ty nie powiesz ?- stwierdził sarkastycznie Louis.
No hej ! Chwilowo rozdziały są strasznie długie, ale to dlatego, że zaczynam i mam potężną wenę. Z czasem rozdziały nieźle się skrócą.
Mam nadzieję, że się podoba :)
Daria.
PS. Jak już tu jesteś i przebrnąłeś/aś przez te dwa mega-długie rozdziały zostaw coś po sobie :) Komentarze naprawdę pomagają mi w pisaniu dalszych przygód chłopców ;)
*Londyn, gabinet psychologiczny, tabliczka na biurku informuje, że należy do Williama Austina*
Louis się przeciągnął. Jeszcze tylko jeden pacjent i koniec. Podobała mu się ta praca. Podobał mu się ten gabinet, z ciemnymi meblami i beżową, skórzaną kanapą, na której rozmawiał z pacjentami. Co z tego, ze na fałszywe nazwisko ? Żeby nie myśleć o Harry'm dał się porwać w wir pracy. Zakończył studia szybciej niż powinien i dorobił się własnego gabinetu. W dzień nie myślał o katastrofie. Wspomnienia wracały nocą. Przypominał sobie uśmiech, głos, dotyk chłopaka. Początkowo odsypiał w pracy, ale po jakimś czasie zaczęli przychodzić pacjenci. W końcu umówił się ze swoją sekretarką, Eleanor, licząc że przegoni wspomnienia. Miłość to nie była, ale wystarczyła, aby przesypiać noce płytkim, pełnym koszmarów snem.
Przymknął oczy. Muzyczka jest, ciepełko, wygodny fotel. Podobało mu się to życie.
-Dziś mija rok od zatonięcia "Diany".- rozległ się głos spikerki radiowej.
-NIE !- wykrzyknął Louis i rzucił małym, przenośnym radiem. Urządzenie uderzyło o ścianę i rozpadło się na części.
-Will ?-zza drzwi wyjrzała ciemna głowa El.- Coś się stało ?
-Przepraszam.- chłopak ścisnął nasadę nosa i wziął głęboki oddech.-Poniosło mnie. Możesz to posprzątać ?- wskazał szczątki radyjka. Dziewczyna skinęła głową.
-Em... Edward John już jest.
-Daj go.- westchnął, ciężko siadając za biurkiem. Poprawił garnitur i wymusił uśmiech. Do gabinetu wszedł chłopak. Miał zielone oczy, ciemne, kręcone włosy i dołeczki w policzkach.
-Ha-Harry ?-szepnął Louis.
-Słucham ?-chłopak spojrzał zaskoczony.
-Nie ważne. Pomyliłem pana z kimś. Przepraszam. Pozwoli pan, że pójdę do toalety ? Proszę tu na mnie zaczekać.-powiedział to wszystko na jednym oddechu i wypadł z gabinetu. Pobiegł do łazienki i przypadł do muszli klozetowej i zwrócił swój lunch. Powoli podniósł się z podłogi, podszedł do umywalki i wypłukał usta. Ochlapał twarz wodą i spojrzał w lustro. Wyglądał okropnie. Szeroko otwarte, przerażone oczy, włosy rozsypane w nieładzie. Wziął 10 głębokich wdechów i przestał się trząść.
-Weź się w garść, Louis.- szepnął do swojego odbicia. "To kara niebios, za to, ze pozwoliłeś mu zginąć." Prychnął. Nie wierzył w to. Przeczesał włosy palcami i powoli się uspokajał. Spędził w łazience jeszcze kilka minut i dopiero kiedy uznał, że jest gotowy wrócił do gabinetu. Przed drzwiami wziął jeszcze kilka oddechów i zdecydowanie nacisnął klamkę. Edward siedział na kanapie, spokojnie czekając na doktora.
-Przepraszam.- Powiedział sztywno Louis.- Myślę, że zaszkodził mi dzisiejszy lunch.
-Nic się nie stało. Jeśli pan chce, to mogę iść do domu. Nie chciałbym przeszkadzać.
-Nie przeszkadza pan. Jest pan pacjentem, muszę pana wysłuchać. Więc słucham ?
-Ja... Mam amnezję... Pamiętam tylko przebłyski...- Louis się zainteresował. Amnezji jeszcze nie leczył. Nawet tego nie zauważając przysiadł koło chłopaka.
-A jakie jest pana ostatnie wspomnienie ?
-Ugh.. Mam taką prośbę. Moglibyśmy nie mówić sobie per "pan" ? Myślę, że nie dzieli nas aż tak duża różnica wieku.- Louis zajrzał do akt.
-Rzeczywiście.-powiedział- Trzy lata. Więc może zacznijmy od początku ?-zaproponował. Chłopak skinął głową.
-Nazywam się L... William Austin, a ty ?- Już chciał powiedzieć "Louis". Ten chłopak źle na niego wpływał.
-Edward John. Miło cię poznać.- uśmiechnął się ukazując słodkie dołeczki.
-Więc masz amnezję ? A co jest ostatnią rzeczą, którą pamiętasz ?
-Ja... No cóż, obudziłem się w domu... Kiedyś myślałem, że to mój dom, ale nie mam pewności...-Louis przybliżył się do Edwarda.
-A w ogóle wiesz, dlaczego straciłeś pamięć ?
-Ymm... Rodzina mówiła mi, że spadłem z klifu do morza i oni mnie wyciągnęli. Przeleżałem tydzień w łóżku i dopiero wtedy byłem w stanie z niego wyjść...Czyli musiałem nieźle się poobijać.- Louis skinął głową. Kontynuował rozmowę, dowiadując się coraz więcej o Edwardzie, wyłapując każdy szczegół. Po kilkunastu minutach wpadł na pomysł.
-Odpręż się, rozluźnij i spróbuj coś narysować.- wskazał kartkę, wciskając chłopakowi długopis do ręki.
-No... Ale co ?
-Cokolwiek. Po prostu rysuj.
-Dobra.- Edward pochylił się nad kartką i Louis poczuł jego zapach. "Hmmm... Piżmo, pomarańcza i coś jeszcze..."- pomyślał. "Idioto !"- skarcił się, gdy tylko poczuł przypływ pożądania. "Jednego już straciłeś ! Mało ci ?!"-krzyknął na siebie. Ale nie mógł nie podziwiać smukłej sylwetki Edwarda, jego ciemnych włosów, opadających mu na oczy i różowych warg, które przygryzał w skupieniu. Louis wziął głęboki oddech przez nos i wypuścił powietrze ustami.
-Stało się coś ?-zaskoczony Edward przerwał rysowanie, spoglądając na lekarza.
-Nie nic... Tylko... Ugh.- Tomlinson spojrzał na usta chłopaka. I to był błąd. Od razu zapragnął je całować w nieskończoność. Edward wciągnął powietrze przez usta. Zbliżył swoją twarz do twarzy Louisa i już miał go pocałować, gdy rozległo się pukanie. Odskoczyli od siebie, a Louis drżącym głosem zawołał:
-Proszę.- Do gabinetu weszła Eleanor.
-Em.. Wiliam, myślę że powinieneś już kończyć. Obiecałeś iść ze mną do kina. "Kurwa mać"- pomyślał.-"Też sobie moment wybrała..." "Powinieneś się cieszyć."-rozległ się w głowie ten niezwykle irytujący głosik.
-Faktycznie ! Na śmierć zapomniałem. - spojrzał kątem oka na Edwarda. Chłopak nie miał za wesołej miny.- El... Czy Edward mógłby iść z nami ?-Eleanor spojrzała zaskoczona na chłopaka.
-Jeśli nie ma nic przeciwko...- Edward się uśmiechnął szeroko.
-Nie chcę się narzucać !- zaprotestował słabo.
-Nie narzucasz.- stwierdził Louis.- Rzadko utrzymuję kontakty z pacjentami poza gabinetem, więc czuj się wyróżniony.
-Skoro patrzysz na to od tej strony... Mogę iść. Do którego kina ?
-Och, to tego co gra różne filmy, nie tylko te co dopiero wyszły.- uśmiechnęła się El.- Bardzo je lubię.
Wspólnie wyszli z gabinetu, pozamykali wszystko i wsiedli do auta. Dopiero gdy byli pod kinem Louis zadał bardzo ważne pytanie:
-Właściwie to na co my jedziemy ?
-Na Titanica.- Chłopak wciągnął powietrze przez zęby. Eleanor spojrzała na niego zdziwiona.- Nie nic, po prostu coś mi wpadło do buta. Oparł się o ścianę, udając że zdejmuje białego Tomsa.- Idźcie kupcie bilety. Zaraz do was dołączę.- El poszła do kasy, ale Edward został przy chłopaku.
-Wcale nic ci nie wpadło do buta, prawda ?- zmierzył go badawczym spojrzeniem.
-Zgadłeś. Po prostu nie lubię tego filmu.Przywołuje pewne wspomnienia.- Edward uniósł brwi, ale nic nie powiedział. Razem podeszli do dziewczyny, która kupowała popcorn. Weszli na salę, zajęli miejsca i zaczęli oglądać film. Po piętnastu minutach Edward zmienił pozycję i jego ręka natrafiła na rękę Louisa. Już miał ja zabrać, gdy tamten prawie niedostrzegalnie pokręcił głową. Edward zrozumiał. Wspomnienia tak bolały Louisa, ze nie mógł wytrzymać bez wsparcia. Widać było to po jego twarzy. Zacisnął usta i wpatrywał się pustym wzrokiem w jeden punkt na ekranie. Edward delikatnie ścisnął jego rękę, dając do zrozumienia, ze go wspiera. Tak przesiedzieli większość filmu. W końcu, przy scenie w której statek pęka Louis nie wytrzymał. Prawie wybiegł z sali i potykając się dotarł do toalety. Nachylił się nad muszlą i drugi raz w tym dniu zwymiotował. Jeszcze wstrząsały nim torsje, gdy poczuł na głowie chłodna rękę, delikatnie go głaszczącą. Już miał warknąć na Eleanor, żeby się wynosiła, ale zauważył, że ręka należy do kogoś innego. Do Edwarda.
-Nie musisz tu być.- wychrypiał.
-Ale ja chcę.- zaprotestował chłopak, prowadząc go do umywalki.-Wypłucz usta.-zakomenderował, a Louis posłusznie to zrobił.- Już lepiej ?- chłopak skinął głową.
-Dzięki.-powiedział już normalnym głosem.
-Nie ma za co. Tylko nie wmawiaj mi, ze lunch ci zaszkodził. To już było.
-Ugh... Wspomnienia... Nie chcę w tej chwili o tym mówić.
-Rozumiem. Są rzeczy, które trzymamy tylko dla siebie. Twoja dziewczyna wie ?
-Ona nie jest moja dziewczyną !- Edward spojrzał na niego zaskoczony.- JESTEM GEJEM !- oczy Edwarda rozszerzyły się jeszcze bardziej. Nie myśląc Louis objął jego twarz dłońmi i pocałował namiętnie. Po chwili Edward oddał pieszczotę. Louis jęknął zaskoczony. Edward to wykorzystał i wsunął swój język między wargi chłopaka. Kontynuowali ten szaleńczy pocałunek jeszcze kilka minut. W końcu Louis oderwał się od warg Edwarda.
-Myślisz, że całowałbym cię tak, będą hetero ? El to tylko przykrywka, przecież nie powiem pacjentom, że kocham chłopców !
-Ona o tym nie wie, prawda ?- Louis zacisnął wargi, kręcąc głową.
-Tak myślałem. Tak nawiasem mówiąc, tez jestem gejem.
-No co ty nie powiesz ?- stwierdził sarkastycznie Louis.
No hej ! Chwilowo rozdziały są strasznie długie, ale to dlatego, że zaczynam i mam potężną wenę. Z czasem rozdziały nieźle się skrócą.
Mam nadzieję, że się podoba :)
Daria.
PS. Jak już tu jesteś i przebrnąłeś/aś przez te dwa mega-długie rozdziały zostaw coś po sobie :) Komentarze naprawdę pomagają mi w pisaniu dalszych przygód chłopców ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)