sobota, 9 listopada 2013

-Jesteś pewna ?-spytał Edward po chwili. Louis był w zbyt wielkim szoku, żeby powiedzieć cokolwiek. Stał tylko, tępo patrząc przed siebie. Dziewczyna skinęła głową. Edwardjuz chciał coś powiedzieć, ale szybko zamknął usta. "O boże..."-pomyślał."Jeśli to prawda... Jeśli... Dziecko jest najważniejsze." Spojrzał na Louisa i serce mu się ścisnęło. Tak bardzo go kochał !
-Loueh, chodź na chwilę.-złapał go za łokieć i wyciagnął na korytarz, zamykając za nimi drzwi. Spojrzał mu w oczy.
-Mój Boo Bear...-pogłaskał go po policzku.-Zajmij się nią i dzieckiem.
-A co z tobą ?
-Wracam do domu, nad morze. Nie jedź za mną...
-Masz jak tam dojechać ?-Louis nie miał już siły na kłótnie.
-Och, wygrzebię oszczędności i pojadę pociągiem.-machnął wymijająco ręką.
-Weź mój samochód.-złapał kluczyki z kontuaru i wcisnął chłopakowi do ręki.
-Nie, Louis, nie mogę.
-Bierz, nie gadaj ! Choć tyle dla ciebie zrobię.
-No dobra.-założył swój czarny płaszcz i podszedł do Louisa. Czule go pocałował i szepnął:
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.- I wyszedł. W drodze do auta ocierał łzy, obficie płynące po jego policzkach. Wsiadł do samochodu i ruszył. Jak we śnie dojechał do mieszkania, włożył czynsz do koperty którą zostawił na komodzie i wyszedł.
*2 godziny później*
-Mamo ?
-Edward ? Co ty tu robisz ? Stało się coś ?
-Nie nic.-uścisnął kobietę.-Mogę iść się przespać ?
*następny dzień*
*koło godziny 15*
-Mamo idę na plażę !- Krzyknął Edward i wyszedł z domu. Szedł powoli wybrzeżem,myśląc o ostatnich dniach. Nawet nie zauważył, kiedy doszedł na klif. Stanął kilka metrów od krawędzi i spoglądał na morze. Pochylił się, podniósł kamień i cisnął nim z całej siły. Zaczął krzyczeć  Krzyczał długo i rozpaczliwie. Nie mając więcej sił upadł na kolana. I wtedy wszystko wróciło. Przypominiał sobie... Kim był. Statek, Louis, góra lodowa, Louis.
-Nie nazywam się Edward.-szepnął i podniósł głowę.-Jestem Harry Styles.
-Harry ?- szepnął Louis stając za nim.
*kilka godzin wcześniej*
Koszmary wróciły do Louisa. Śnił mu się Edward. Znów stali na korytarzu. Żegnali się.
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.-usłyszał. W tej chwili sceneria się zmieniła. Dookoła krzyczeli ludzie, a Louis ostatkiem sił trzymał Harry'ego.
-Kocham cię. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.-powiedział Styles.
Louis gwałtownie się zerwał. Przeczesał włosy palcami i poszedł do kuchni. Wstawił wodę na herbatę i usiadł na krześle.
-Przecież to nie ma najmniejszego sensu. To niemożliwe...-mruczał pod nosem. Złapał za telefon i juz miał spytać się o zdanie Edwarda, gdy się powstrzymał. Nie może tego zrobić... Gdy woda sie zagotowała zrobił herbatę i usiadł na kanapie oglądając powtórki seriali. O jedenastej rano wstał, wziął szybki prysznic, ubrał się i wyszedł z domu. Szedł szybko w stronę domu Eleanor. Obiecał, że pójdzie dzisiaj z nią do lekarza, aby potwierdzić ciążę...
*około godziny 12*
*przychodnia lekarska*
Louis kręcił się przed gabinetem, w którym zniknęła Eleanor. Miał przeczucie... Nie, miał nadzieję...
Pokręcił głową. Nie to nie mozliwe... Drzwi sie otworzyły.
-Panie Austin, proszę na chwilkę.-na sztywnych nogach wszedł za kobietą w kitlu. Na krześle siedziała Eleanor, sztywna z twarzą bez wyrazu.
-Panie Austin-zaczęła lekarka-Myślę, że nastąpił błąd... Pani Calder wcale nie jest w ciąży... To zmiany hormonalne. Odpowiednie leki i wszystko będzie dobrze.- Louis otworzył usta ze zdziwienia.
-To znaczy, że... O boze... O MÓJ BOŻE !-wyszeptał.
-Mogę pożyczyć auto ?-spytał Eleanor. Dziewczyna skinęła głową i bez słowa podała mu kluczyki. Lou je wziął i pod wpływem impulsu pocałował ja w policzek. Wybiegł ze szpitala nie zwracając uwagi na ludzi dookoła. Wskoczył do auta i odpalił silnik. Nawet nie zauważył kiedy wyjechał z miasta. Po 1,5 godziny był na miejscu. Prawie podbiegł do drzwi. Otworzyła mu średniego wzrostu kobieta.
-Dzień dobry. Zastałem Ha... Edwarda ?
-Właśnie wyszedł. Kim pan jest ?
-Jego... emm... psychologiem.
-Och ! Proszę wejść. Napije się pan herbaty ?
-Z wielką chęcią.-kobieta zaprowadziła go do salonu i poszła przygotować napój. Louis z ciekawością rozejrzał się dookoła. Na kominu i komodach stały zdjęcia wysokiego chłopaka, z burzą ciemnych loczków. Louis przyjrzał im się uważniej. Żadne nie miało więcej niz rok... Nie było zdjęć małego chłopca... Złapał za pierwsze z brzegu i patrzył na nie intensywnie się zastanawiając...
-Więc już wiesz.-stwierdziła gospodyni, stając w drzwiach.
-Edward to nie jest pani syn prawda ?-spytał Louis. Kobieta zacisnęła wargi i skinęłą powoli głową. Louis przyskoczył do niej i złapał ją za ramiona.
-Czy pani wie co to znaczy ? Muszę go znaleźć !
-Poszedł na plażę.-szepnęła.
-Dziekuję.-powiedział Lou i wybiegł na zewnatrz. Biegł wzdłuż plaży, aż ta przerodziła się we wzniesienie, a później klif. Na jego krawędzi ujrzał sylwetkę chłopaka. Przyśpieszył.
-Harry ?-zapytał delikatnie, stając za chłopakiem.

Hej, cześć, dobry wieczór. Więc jest kolejny rozdział :) Jutro może będzie następny. 
Znów proszę o komentarze, są dla mnie bardzo ważne.
                                                                                                   Daria
PS. DOBRANOC ;**

2 komentarze:

  1. Twój styl pisania ani trochę mi się nie podoba, jeśli chodzi o interpunkcję, etc. Aczkolwiek opowiada ależ i owszem! Uwielbiam! :)
    Bardzo wciąga xx
    Pozdrawiam i życzę weny, Natalia (@Larry69Poland).
    www.larry69poland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie wciąga i jest ciekawe trzymaj tak dalej :)

    Ola (@biebciuh)

    OdpowiedzUsuń