ROZDZIAŁ ZAWIERA TREŚCI EROTYCZNE ! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ !
*kilka godzin później*
-Ilu jeszcze pacjentów ?- spytał Louis wychodząc z gabinetu.
-Trzech.-odpowiedziała dziewczyna, nie patrząc na Tomlinsona.
-Obraziłaś się na mnie ?
-Może.- odpowiedziała patrząc w ekran komputera.
-Błagam, Els... Nie jesteś chyba zazdrosna o mojego pacjenta ?- sarknął się Louis. "Ma prawo. Ciesz się, że nie wie co naprawdę z nim robiłeś..."-rozległ się ten irytujący głosik w jego głowie.
-Zazdrosna ?- prychnęła.- Jestem wściekła. Totalnie zapominasz, że się ze mną umówiłeś, zabierasz ze sobą pacjenta, uciekasz w połowie filmu, a potem, jak gdyby nigdy nic wychodzisz z nim z łazienki. Cały czas mam wrażenie, że coś ukrywasz. Nie śpisz w nocy, pracujesz cały dzień. Nigdy nie masz dla mnie czasu !
-El, to nie prawda. Wiesz, że dla ciebie zawsze znajdę czas. Tylko powiedz.
-Nie ! Myślę, że z nami koniec Will. Nie mogę tak dłużej.
-Czy ty właśnie ze mną zerwałaś ?
-Tak, Will.-Louis odwrócił się i wszedł do gabinetu. Siadł za biurkiem i czekając na pacjenta napisał szybkiego sms do Edwarda.
"Eleanor właśnie ze mną zerwała. Chyba się domyśla."
Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
"Stary... Czy ty wiesz co to znaczy ?"
"Nie..."
"JESTEŚ WOLNY ! Możesz pieprzyć się z kim chcesz !"-Louis się roześmiał.
"Edward ! No wiesz co..."-Skarcił chłopaka. W tym samym momencie usłyszał pukanie do drzwi. Przyszedł pacjent. Odłożył komórkę i zajął się nim.
*znowu kilka godzin później*
Ostatni klient wyszedł.
-Zamkniesz ?- spytała go El.
-Jasne. Aha. Twoje rzeczy przywiozę w poniedziałek do pracy, co ty na to ?
-Może być. W sumie to nie jest ich tak wiele.- I wyszła. Louis westchnął. "Jestem singlem." pomyślał. Zamknął gabinet, wsiadł do auta i pojechał do domu. Po drodze napisał do Edwarda.
"Wolny piątkowy wieczór. Co można robić ?" Zanim doszła odpowiedź już był w domu. Wszedł do kuchni, rzucił klucze na stół i poszedł do sypialni. Tam odczytał sms.
"Chcesz gdzieś wyskoczyć ?" Louis uśmiechnął się.
"Głupie pytanie zadajesz. Klub, czy kolacja ?"
"Klub. Proponuję Pandemonium. Wiesz gdzie to jest ?"
"Myślisz, że jak psycholog to nie lubię imprez ? Wpadnę po ciebie."
"Wiesz gdzie mieszkam ?"
"Jestem twoim lekarzem. Wszystko jest w aktach." Uśmiechnął się przebiegle do telefonu.
"Ach, no tak. Zapomniałem. Daj znać jak będziesz wyjeżdżał. Uszykuję się." Louis odłożył telefon i szybko wskoczył pod prysznic. Umył się, energicznie wytarł i z ręcznikiem na biodrach rzucił się do szafy.
-Co by tu ubrać...-mruknął. W końcu wyjął swój ulubiony strój. Stanął przed lustrem i spojrzał w nie. To nie był ten sam Louis, który wczoraj w nocy siedział w kuchni. Ten Louis był uśmiechnięty, a jego oczy błyszczały. Worki pod nimi prawie zniknęły, a na twarzy malował się wraz podniecenia zbliżającą się randką.
-Bo to jest randka, prawda ?-spytał swojego odbicia. Miał nadzieję że tak. Wsiadł do auta i pojechał do Edwarda. Gdy był już na miejscu rozejrzał się dookoła. Niezbyt przyjemna okolica. Wysiadł z auta i pociągnął nosem. Coś zdechło. "Fuj..."-zmarszczył nos. "Edward mieszka tutaj ?" Zapukał w nijakie drzwi. Te momentalnie się otworzyły.
-Jestem, jestem. Cześć Louis.
-Cześć Edward.- pochylił się i pocałował go.
-Nie spodziewałem się tego.
-Wiem. Dlatego to zrobiłem.- Louis wyszczerzył się bezczelnie.
-Nieciekawa okolica-stwierdził w drodze do klubu.
-Wiem. Ale gdzieś człowiek musi mieszkać. A tam przynajmniej tanio.-chłopak wzruszył ramionami.
-Nie. Nie pozwolę, żeby mój chłopak mieszkał w takim miejscu.- zaprotestował Louis i wciągnął powietrze przez zęby, kiedy uświadomił sobie, co powiedział.- Przepraszam... Ja nie chciałem... To nie miało tak zabrzmieć... To znaczy...Ugh.-jęknął. Zatrzymał samochód przy krawężniku i zaczął uderzać czołem o kierownicę.- Idiota, idiota, idiota.- mruczał pod nosem.
-Louis ?- Edward pochylił się nad nim, delikatnie kładąc mu rękę na plecach.- Wiesz, mi wcale to nie przeszkadza.Wręcz przeciwnie. Chciałbym móc nazywać się twoim chłopakiem.- Louis momentalnie się podniósł.
-Naprawdę ? Bo widzisz znamy się dopiero drugi dzień i to takie trochę dziwne, ale ty naprawdę mi się podobasz i...
-Cii...-Edward położył palec na ustach Louisa.-Rozumiem cię. Ja też początkowo czułem się niezręcznie. Pociągasz mnie Louis. Nic na to nie poradzę.- przyciągnął go do siebie i zaczął całować. Najchętniej nie przerywaliby tej pieszczoty, jednak w samochodzie było im średnio wygodnie.
-Proponuję pojechać do mnie.- Louis oderwał się od warg chłopaka.
-Dobry pomysł.- odpowiedział Edward z rozmarzeniem. Odsunęli się od siebie, a Louis uruchomił silnik. Gdy minęli pierwsze skrzyżowanie ręka Edwarda "niechcący" opadła na kolano Louisa. Jeszcze żeby tam została ! O nie. Ona zaczęła wędrować w górę uda chłopaka. Gdy była tuz przed nabrzmiałym rozporkiem Louis syknął.
-Nie dekoncentruj kierowcy !
-Przecież ja nic nie robię.- powiedział niewinnie Edward, ale nie zabrał ręki.
-Nie, wcale.- mruknął Lou. Niestety (a może i stety) w tej chwili musiał zakręcić. Siła odśrodkowa przesunęła pasażera w stronę kierowcy, więc jego ręka też się przesunęła. Louis wciągnął powietrze przez zęby i poruszył biodrami.
-Czy nie mógłbyś zaczekać aż dotrzemy na miejsce ? Nie chcę zginąć w wypadku.
-A daleko jeszcze ?- Louis się uśmiechnął i zahamował.
-Jesteśmy na miejscu.
-Nareszcie.- Wyszli za auta, Louis pośpiesznie je zamknął. Prawie podbiegł do drzwi. Co prawda miał pewne trudności z wsadzeniem klucza do dziurki, ale w końcu dał radę.Wszedł do środka, rzucił klucze na komodę i obrócił się twarzą do Edwarda. Nie zapalając światła wpadli sobie w ramiona. Ich usta przyciągane do siebie jakąś magiczną siłą wiedziały gdzie trafiać. Nie przerywając pocałunku Louis pociągnął Edwarda w stronę sypialni. Po drodze ściągali z siebie kolejne części garderoby. Wreszcie wpadli w odpowiednie drzwi. Louis kopniakiem je otworzył i popchał Edwarda w stronę łóżka. Zmusił go, aby się o nie oparł i zaczął obdarzać jego szyje mokrymi pocałunkami. Edward odchylił głowę, oddając się pieszczotom, które schodziły coraz niżej, aż w końcu doszły do paska czarnych rurek. Rozpinając je Louis spojrzał mu w oczy. Zielone tęczówki były zamglone od pożądania. Chłopak zdecydowanym ruchem ściągnął spodnie i zaraz potem bokserki Edwarda. Przejechał dłonią po jego nabrzmiałym penisie. Delikatnie pocałował czubek i powoli objął główkę ustami. Nieśpiesznie zaczął poruszać głową w górę i w dół. Edward wydał gardłowy jęk. To poruszyło Louisem. Zaczął poruszać głową szybciej, jednocześnie pieszcząc chłopaka ręką. Poczuł palce wplecione w swoje włosy i nadające właściwe tempo jego ruchom. Po chwili Louis poczuł ze Edward szczytuje. Jego usta zalała ciepła sperma, którą połknął co do kropelki...
No hej ! Witam was 2 listopada o godzinie 3:13 nad ranem. Ach ta bezsenność. Kiedyś mnie wykończy. Dlaczego dodaję rozdział teraz ? Po pierwsze robię to póki mam wenę. Po drugie do końca weekendu nie będę miała dostępu do internetu :(
Dobranoc i dzień dobry wszystkim !
Daria
PS:I znów proszę o komentarze. Nie tylko o pozytywne. Jeśli coś wam się nie podoba i chcielibyście to zmienić dajcie znać ! Spróbuję to załatwić.
PPS: Osobiście nie podoba mi się końcowa scena. Chciałabym poprosić o pomoc. Pierwszy raz piszę tego typu rzeczy i to dla mnie świeży grunt.
Już się nie mogę doczekać co wymyślisz do następnego rozdziału,zwłaszcza po tej ostatniej scenie hahah według mnie jak na pierwszy raz no to brawo :D ;*
OdpowiedzUsuń