Louis zerwał się w środku nocy. Znowu śnił o nim. O Harry'm.
-Will ?- mruknęła zaspana Eleanor.- Dlaczego nie śpisz ?
-Cii. Muszę iść do łazienki. Śpij.-Uspokoił ją.
-Dobra.-odwróciła się na drugi bok i już spała. "Tej to dobrze"-pomyślał wlokąc się do łazienki. Spojrzał w lustro. Rozwichrzone włosy, smutne spojrzenie i ciemne worki pod oczami.
-nie wyglądasz za dobrze, stary.-mruknął.-Mógłbyś grać w horrorze.-przejechał ręką po włosach. Zaspany poczłapał do kuchni. Siadając przy stole przelotnie zerknął na zegar. Druga nad ranem. Dokładnie rok i trzy godziny temu stracił pierwszą i ostatnią miłość swojego życia. Oczy go piekły od powstrzymywanych łez, w gardle czuł kluchę. I wtedy usłyszał wibrację telefonu. Edward. O tej godzinie ? No proszę, ktoś tu nie śpi... Westchnął i otworzył wiadomość.
"Coś sobie przypominam. Tylko to nie ma sensu... Wszystko OK ? xxx"-Louisowi serce się ścisnęło na widok "buziaków" na końcu wiadomości.
"Nic nie jest OK. Wspomnienia. Nie dają mi spać. Za bardzo bolą."-Szybko odpisał. Nie czekał długo na odpowiedź.
"Chcesz się spotkać ?"- Louis spojrzał zaskoczony na wyświetlacz.
"Nie..."-zaczął pisać, ale szybko to usunął. Nie dając sobie czasu na zastanowienie odpisał:
"Za pół godziny, pod gabinetem."
Wziął głęboki oddech i na kartce samoprzylepnej naskrobał wiadomość do Eleanor. Powiesił ja na lodówce i cicho, żeby nie zbudzić dziewczyny ubrał się i wyszedł.
Gdy dotarł na miejsce Edward już tam był. Weszli do środka. Louis włączył ogrzewanie, zapalił światło i przyniósł wino.
-Napijesz się ?-spytał chłopaka.
-Trzymasz wino w gabinecie ?
-Nigdy nie wiadomo co się stanie.-mrugnął do chłopaka.Edward się roześmiał.
Usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać. Długo trwało, zanim Louis zadał właściwe pytanie:
-Co sobie przypomniałeś ?- spytał, spoglądając w oczy chłopakowi.
-Kamizelkę ratunkową. Pamiętam, że miałem ją na sobie. Co raczej nie ma sensu, bo spadłem z klifu, prawda ?- Louisem wstrząsnęło. KAMIZELKA RATUNKOWA !? "Uspokój się !"-warknął w myślach "Przecież to nie dowód !"
-Może tak naprawdę wypadłeś z łodzi, a rodzina nie chciała cię denerwować ?- Louis wiedział, że to nie ma najmniejszego sensu. Po co mieliby to ukrywać ?
-No, nie wiem... A ty czemu nie spałeś ?-Edward szybko zmienił temat.
-Już mówiłem: wspomnienia... Są zbyt straszne, żebym spał spokojnie. Edward pocieszająco dotknął jego ramienia. Louis spojrzał mu w oczy i zatonął w zielonych tęczówkach.
-Pomóż mi...-szepnął głosem ochrypłym z pożądania. Potrzebował go i nie miał już siły temu zaprzeczać.
-Z wielką chęcią.-odparł tamten i przyciągnął go do siebie. Ich usta się złączyły. Całowali się, jakby miał nastąpić koniec świata. Zachłannie i namiętnie. Louis położył się na kanapie, a Edward pochylił się nad nim, opierając ręce koło jego głowy. Spojrzał mu w oczy.
-Will...-Wychrypiał. To otrzeźwiło Louisa.
-STOP.-Edward spojrzał na niego zdziwiony.-Muszę ci coś powiedzieć... Tak naprawdę mam na imię Louis.-zamknął oczy spodziewając się chłodu. Zamiast tego poczuł ciepłą rękę głaszczącą go po twarzy.
-Nie ważne jak się nazywasz. Ważne kim jesteś.-szepnął Edward i pocałował czule Louisa.- Jesteś moim Boo Bear'em.- Spojrzeli sobie w oczy i uśmiechnęli w tym samym momencie. Już mieli kontynuować przerwaną pieszczotę, gdy usłyszeli stuknięcie zamykanych drzwi.
-Eleanor...-szepnął Louis i zerwał się z kanapy. Edward wyciągnął się na niej spoglądając jak chłopak próbuje wygładzić ubranie. Roześmiał się pod nosem.
-Will ?-rozległ się głos dziewczyny. Louis podszedł do drzwi i otworzył je.- Och, tutaj jesteś !
-O co chodzi, El ?- zapytał zdziwiony.
-Przyszłam do pracy. Nie widzisz, która godzina ?- Louis spojrzał na zegarek. Jasna cholera ! dziesiąta rano !
-Oj... Straciłem poczucie czasu.- Eleanor skarciła go wzrokiem.
-Ciekawe co robiłeś przez ten cały czas... Nie uwierzę, że układałeś papiery, nigdy tego nie robisz.
-Cześć Eleanor.- powiedział Edward, stając za Louisem. Dziewczyna spojrzała na niego sceptycznym wzrokiem i otworzyła usta ze zdziwienia. Louis odwrócił się, aby zobaczyć co wywołało ten wyraz twarzy. Edward był... boso. Louis zaczął się śmiać.
-William. Możemy porozmawiać ?- Eleanor pociągnęła go za łokieć na koniec korytarza.
-Co on tutaj robi ?-zaczęła ściszonym głosem.
-To mój pacjent. Ma prawo przyjść na prywatną rozmowę.- Gładko skłamał chłopak.
-No dobra, ale o tak wcześnie rano ?
-I tak nie mogłem spać...
-No a dlaczego jest boso ?!-spojrzała na Edwarda. Ten opierał się o framugę i udawał że nie słyszy o czym mówią. Gdy zobaczył spojrzenie El uśmiechnął się niewinnie.
-Nie wiem. Nawet nie zauważyłem, że ściągnął buty.- To akurat była prawda.
-Dobra, niech ci będzie.- dziewczyna dała za wygraną. Usiadła z biurkiem recepcji i udawała, że nie zauważa chłopaka w drzwiach gabinetu.- Kontynuujcie. Nie będę wam przeszkadzać.- zwróciła się do Louisa. Wchodząc do gabinetu Tomlinson wzruszył ramionami. Edward już leżał na kanapie. Wzrokiem wskazał drzwi. Louis zrozumiał i je zamknął.
-Nieźle ją wzięło...
-Chyba jest zazdrosna.- Edward poruszył zabawnie brwiami.- O której masz pierwszego pacjenta ?
-Za jakiś kwadrans.
-To ja się zbieram.
-Poczekaj.-zatrzymał go Louis.- W soboty organizuję spotkania w kółku. Zazwyczaj przychodzą tylko trzy osoby. Chcesz być czwarty ?
-Przyjdę. Obiecuję.- Edward podszedł do Tomlinsona i pocałował go czule obejmując w pasie.- Do zobaczenia, Louis.- szepnął i wyszedł.
Brawa dla mnie :) Szybko zrobiłam nowy rozdział. Piszę w każdej wolnej chwili, póki mam pomysły...
Widzieliście już SOML ? Ja tak nieźle się popłakałam ;')
Daria
PS.Zostawcie komentarz proszę ! Każde pozytywne słowo motywuje mnie do dalszego pisania !
Wciągnęło mnie strasznie i czuję niedosyt : )
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na następny xx
Pozdrawiam i życzę weny, Natalia (@Larry69Poland)